29 grudnia 2025

Czy naprawdę można zajrzeć za zasłonę przeznaczenia?

 


Warto zatrzymać się przy pytaniu bardziej podstawowym: jak w ogóle możliwe jest przewidywanie przyszłości. Nie w sensie mistycznym, lecz poznawczym. Co właściwie dzieje się w ludzkim umyśle, gdy ktoś zdaje się „widzieć więcej” niż inni?
 

Myślenie nie zawsze przebiega tak, jak uczono nas w szkole. Nie zawsze jest liniowe, logiczne, krok po kroku. Czasem najważniejsze wnioski pojawiają się wtedy, gdy rozum zostaje chwilowo odsunięty na bok. Nie wyłączony, lecz uciszony. Jakby wewnętrzny mechanizm kontroli i porządkowania świata przestawał dominować, robiąc miejsce innemu sposobowi postrzegania rzeczywistości.
 

Praca z tarotem, astrologią czy innymi narzędziami dywinacyjnymi bywa opisywana jako coś irracjonalnego, opartego na wierze lub wyobraźni. Można jednak spojrzeć na nią inaczej: jako na specyficzny sposób organizowania uwagi. Nie jako źródło informacji, lecz jako narzędzie zmiany trybu myślenia. Karty, symbole czy układy planet nie muszą niczego „przekazywać” same z siebie. Raczej zmuszają umysł do innego rodzaju kojarzenia faktów, do wyjścia poza utarte schematy interpretacyjne.
W jednym z odcinków Star Trek Deep Space Nine pokazano grupę ludzi genetycznie zmodyfikowanych, o niezwykłych zdolnościach umysłowych. Potrafili oni błyskawicznie analizować ogromne ilości danych, doskonale odczytywać emocje, przewidywać reakcje innych ludzi i uczyć się w tempie niedostępnym dla przeciętnego człowieka. Nie korzystali z żadnych nadprzyrodzonych metod. Nie mieli wizji ani objawień. Widzieli teraźniejszość w takiej rozdzielczości, że przyszłość stała się logiczną konsekwencją.
Ich „przewidywania” były projekcją faktów już istniejących. Jeśli przyszłość składa się z faktów teraźniejszych, to ktoś, kto potrafi szybciej i pełniej je połączyć, może wybiec myślą wiele kroków do przodu. Dla obserwatora wygląda to jak proroctwo. W rzeczywistości jest to przyspieszone wnioskowanie.
 

To prowadzi do pytania znanego od dawna w filozofii nauki. Na początku XIX wieku Pierre-Simon Laplace sformułował słynny eksperyment myślowy zwany demonem Laplace’a. Wyobraził sobie hipotetyczny intelekt, który zna dokładne położenie i pęd każdej cząstki we wszechświecie oraz wszystkie prawa fizyki. Dla takiego intelektu przyszłość byłaby tak samo dostępna jak przeszłość – nie jako wizja, lecz jako wynik obliczeń. Demon Laplace’a nie był istotą nadprzyrodzoną. Był modelem poznawczym pokazującym, że jeśli ktoś widzi wystarczająco dużo danych i potrafi je odpowiednio połączyć, przyszłość przestaje być tajemnicą, a staje się konsekwencją teraźniejszości. Przeznaczenie w tym ujęciu nie jest wyrokiem losu, lecz efektem pełnej informacji i  zdolności przetwarzania.
 

W tym miejscu naturalnie pojawia się skojarzenie z jasnowidzami opisywanymi w relacjach i wspomnieniach – choćby z Klimuszką, który twierdził, że aby „zobaczyć”, musi wyłączyć rozum. Nie chodziło mu jednak o porzucenie myślenia, lecz o wyciszenie wewnętrznego cenzora: tej części umysłu, która filtruje informacje według tego, co znane, racjonalne i społecznie akceptowalne. Gdy ten filtr słabnie, pojawiają się połączenia, które zwykle są ignorowane.
W przypadku takich osób dało się potwierdzić skuteczność ich przewidywań. Dało się sprawdzić, że wiedzą coś, czego wiedzieć nie powinni. Nie dało się natomiast jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, skąd to wiedzą. To istotna granica: fakt działania nie oznacza jeszcze zrozumienia mechanizmu.
Współczesna nauka coraz wyraźniej przyznaje, że mózg nie działa według prostych, lokalnych map. Funkcje są rozproszone, sieci dynamiczne, a plastyczność ogromna. Wiemy już, że mit o „używaniu dwudziestu procent mózgu” jest fałszywy, ale równie prawdziwe jest to, że nie wiemy dokładnie, jak mózg wykorzystuje swoje możliwości w różnych konfiguracjach.
Niektórzy ludzie widzą więcej wzorców, inni lepiej odczytują emocje, jeszcze inni potrafią precyzyjnie analizować dane. Często dzieje się to kosztem innych zdolności. Autyzm jest tu jednym z najbardziej znanych przykładów: niezwykłe możliwości poznawcze mogą współistnieć z poważnymi trudnościami emocjonalnymi i społecznymi. Nie wiemy, którą część mózgu należałoby stymulować, by poprawić jedno bez naruszania drugiego – o ile w ogóle jest to możliwe.
 

Być może tak dokładne postrzeganie rzeczywistości nie jest na co dzień potrzebne. Być może filtry, uproszczenia i emocjonalne skróty są warunkiem normalnego funkcjonowania. Ludzie o skrajnych zdolnościach poznawczych widzą więcej, ale często płacą za to cenę. Nie są „lepsi”. Są inaczej skonfigurowani.
Praktyki dywinacyjne można więc potraktować nie jako magię, lecz jako narzędzie tymczasowej zmiany konfiguracji myślenia. Sposób na to, by choć na chwilę zobaczyć więcej połączeń, niż pozwala codzienny, użytkowy tryb rozumu. Nie daje to dostępu do absolutnej prawdy ani do przyszłości zapisanej poza światem. Daje natomiast możliwość spojrzenia na teraźniejszość z innej perspektywy.
 

Astrologia nie jest tu wyjątkiem. Jest jednym z narzędzi porządkujących uwagę i pomagających dostrzec wzorce rozciągnięte w czasie. Różnica nie polega na „magii”, lecz na sposobie pracy umysłu. I właśnie od tego warto zacząć, zanim przejdzie się do techniki.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz