Jednym z najważniejszych polskich badaczy zjawisk mediumicznych (materializacje zjaw, wirujące stoliki itp.) był Julian Ochorowicz, psycholog i filozof, który łączył znajomość fizjologii, hipnozy oraz technik iluzjonistycznych z opisywaniem fenomenów, których nie potrafił wytłumaczyć.
Jego najsłynniejsze badania dotyczyły włoskiego medium Eusapii Palladino skromnej niepiśmiennej kobiety, która nie pobierała honorariów i nie wykazywała objawów żadnych chorób nerwowych. Podczas seansów obserwowano m.in. dotknięcia bez kontaktu fizycznego, powiewy powietrza oraz ruchy przedmiotów znajdujących się poza zasięgiem medium. Pojawiały się także komunikaty o charakterze spirytystycznym, jednak „duchy” posługiwały się wyłącznie językami znanymi uczestnikom, a zakres przekazywanych informacji nie wykraczał poza ich wiedzę. Dla Ochorowicza był to argument, że zjawiska te mogą stanowić nieznany jeszcze przejaw psychiki, a nie dowód na istnienie bytów nadprzyrodzonych. Sam badacz natomiast nie był spirytystą i nigdy nie twierdził, że obcuje z duchami.
W dwudziestoleciu międzywojennym seanse mediumiczne stały się popularną rozrywką elit. Największy rozgłos zyskał Teofil Modrzejewski, działający pod pseudonimem Franek Kluski. Jak wynika z relacji, jego „kariera” zaczęła się przypadkowo. Zjawiska pojawiły się wokół niego podczas seansu, w którym uczestniczył jedynie jako obserwator. Obszerne relacje z seansów przekazuje Norbert Okołowicz w książce "Wspomnienia z seansów z medium Frankiem Kluskim" (1926), zawierającej protokoły, fotografie i schematy z kilkudziesięciu seansów, w których brali udział lekarze, inżynierowie, oficerowie i ludzie kultury. Okołowicz, oficer i jednocześnie skrupulatny kronikarz, szacuje liczbę uczestników tych seansów na kilkaset osób, wśród których znajdowało się wielu lekarzy, inżynierów i przedstawicieli elit wojskowych oraz artystycznych. W relacji świadków czytamy, że w ciemnym lub czerwono przyciemnionym pokoju pojawiały się zjawiska świetlne jak małe fosforyzujące kule, smugi, niekiedy większe „plamy” światła przypominające sylwetki. Uczestnicy opisywali też dotknięcia niewidzialnych rąk, muskania po twarzy i włosach, chwytanie za ramiona czy dłonie oraz nagłe powiewy zimnego powietrza. Pojawiały się materializacje zwierząt: niewielkiego ptaka, którego obecność zdradzało trzepotanie skrzydeł i dotyk pazurków, istoty przypominającej łasicę, a także dużego kudłatego „stworzenia”, które – jak wspominali niektórzy – lizało uczestników po twarzy czy dłoniach. Z ciemności wyłaniały się także postaci ludzkie: m.in. „asyryjski arcykapłan” w charakterystycznym stroju, postać oficera mówiącego po włosku oraz sylwetki osób, znane niektórym uczestnikom seansów.
W czasie eksperymentów ustawiano naczynie z gorącą parafiną oraz z zimną wodą. Według relacji świadków „zjawy” zanurzały w nich dłonie, stopy lub twarze, po czym pozostawała cienka forma woskowa, zalewana następnie gipsem. Zachowane odlewy, przechowywane m.in. w Instytucie Metapsychicznym w Paryżu, ukazują drobne szczegóły anatomiczne. W 1920 roku Kluski został zaproszony do Paryża przez dyrektora Institut Métapsychique International, Gustave Geley. Podczas eksperymentów do parafiny dodano marker chemiczny (cholesterol), który później odnaleziono w formach woskowych. Dla ówczesnych badaczy był to dowód, że odlewy powstały w trakcie seansu.
Równolegle w literaturze zaczęły pojawiać się relacje o możliwych oszustwach. Artykuły sceptyczne przypominają seans, na którym zamiast odlewu twarzy w parafinie otrzymano odlew pośladków – francuski dziennikarz Paul Heuzé uznał, że medium po prostu zanurzyło w parafinie własne ciało. Pojawiły się też informacje o rzekomym „przyznaniu się do oszustwa”, o którym miał pisać m.in. Joseph Rinn oraz Melvin Harris – choć i tu opieramy się na przekazach wtórnych, a nie na zachowanym tekście samego Modrzejewskiego. Najbardziej spektakularny element całej historii czyli domniemana fizyczna niemożliwość sfałszowania parafinowych odlewów rzeczywiście został osłabiony przez współczesne eksperymenty. W 1997 roku włoski badacz Massimo Polidoro wraz z chemikiem Luigim Garlaschellim postanowili sprawdzić, czy można wykonać taki odlew bez udziału zmaterializowanych „duchów”. Z użyciem zwykłej parafiny, kontrolując temperaturę oraz bardzo precyzyjnie prowadząc ruch dłoni, uzyskali cienkie „rękawice” woskowe, z których można było ostrożnie wysunąć rękę, nie niszcząc struktury formy. Po zalaniu ich gipsem otrzymali odlewy uderzająco podobne do tych, które powstawały podczas seansów z Kluskim. Warto jednak zauważyć, że Polidoro i Garlaschelli nie wyjaśniają, czy próbowali wykonywać swoje doświadczenia w zupełnej ciemności, pod presją kilkunastu świadków z koniecznością zachowania absolutnej ciszy i bez prawa do powtórzeń. Wkładanie twarzy do gorącej parafiny w takich warunkach mogłoby skończyć się zwykłym poparzeniem, a zarzut, że Modrzejewski sam zanurzał w parafinie własne ręce, również nie jest oczywisty – musiałby je potem wyjąć bez rozerwania delikatnej struktury formy. Chyba że, odlewy powstawały w innym czasie niż same seanse. Z drugiej strony, jeśli już rozważamy scenariusze alternatywne, trzeba uczciwie przyznać, że możliwość mistyfikacji nie musiała spoczywać wyłącznie na barkach medium. W seansach uczestniczyły osoby z najwyższych sfer – ludzie inteligentni, obeznani z teatrem, optyką, fotografią i różnymi technikami scenicznych sztuczek. Gdyby kiedykolwiek doszło do oszustwa, równie dobrze mogłoby ono wynikać z działań któregoś z „obserwatorów”, a nie samego Modrzejewskiego, który podczas pracy mediumicznej znajdował się w transie i był w dużej mierze zależny od otoczenia. Takiej hipotezy nie można całkowicie wykluczyć. Pragnę podkreślić, że te opowieści znam z książek Leszka Szumana, Lecha Emfazego Stefańskiego. Oni z kolei korzystają głównie ze świadectw ustnych i przekazów wtórnych często typu „ktoś słyszał, że ktoś mówił”. Mam więc pełną świadomość, że przez lata mogły narosnąć różne dopowiedzenia i przeinaczenia, tak typowe dla wspomnień przekazywanych z ust do ust. Ludzie rzadko rozróżniają, co rzeczywiście widzieli, co jedynie zapamiętali z opowieści innych, a co powstało już w ich własnej wyobraźni. Tym bardziej, że nikt nie chodził z notesem, by punkt po punkcie zapisywać wszystko, czego doświadczał lub co usłyszał. W efekcie materia, z którą dziś pracujemy, nosi ślady nieuchronnych zniekształceń pamięci i trzeba o tym zawsze lojalnie przypominać czytelnikowi.
Innymi szeroko komentowanymi zjawiskami tamtych czasów było jasnowidzenie i zjawiska telepatyczne których głównym bohaterem był Stefan Ossowiecki. Zyskał on rozgłos dzięki licznym przypadkom odnajdywania zaginionych oraz udziałowi w eksperymentach, którymi fascynowały się ówczesne elity. Ponadto z jego pomocy korzystała policja, a w pokazach i próbach organizowanych również w środowisku wojskowym uczestniczył sam marszałek Józef Piłsudski. Większość spotkań była protokołowana, a ich uczestnicy dobrowolnie podpisywali się pod wnioskami z eksperymentów. Słynny jasnowidz funkcjonował więc na przecięciu dwóch światów: naukowego sceptycyzmu i parapsychologicznego entuzjazmu. Część badaczy podejrzewała go o stosowanie sztuczek, podczas gdy inni byli pod wrażeniem rezultatów, które nie dawały się w żaden sposób wyjaśnić. Popularność Ossowieckiego utrzymywała się przez lata, co jest argumentem ,że jego działania były uznawane za nadzwyczajne lub trudne do wyjaśnienia. Jeden z takich przypadków przytacza osoba z bliskich kręgów premiera Ignacego Jana Paderewskiego. Chodziło o człowieka, który właśnie miał objąć placówkę zagraniczną. Ossowiecki podczas spotkania wyraźnie poczuł, że człowiek ten nie dożyje nominacji, co w krótkim czasie się sprawdziło. Inną relację przytaczał dr Tadeusz Gliwic, opowiadając historię zasłyszaną od swego ojca, Hipolita Gliwica. Jasnowidz zobaczył nad głową znajomego pana Gliwica coś w rodzaju aureoli, co według jasnowidza zwiastowało bliską śmierć. Gliwic umówił się z owym człowiekiem na obiad trzy dni później i wkrótce po tym spotkaniu mężczyzna zginął w wypadku samochodowym. Z kolei jeden z sędziów warszawskiego sądu okręgowego wspominał, że widział kiedyś zaniepokojonego Ossowieckiego, biegnącego w nocy w stronę brzegu Wisły. Okazało się, że miał wyjątkowo silną wizję ludzi tonących co okazało się prawdą. Szybka reakcja jasnowidza uratowała życie większości z nich. Wiele osób z kręgów naukowych kwestionowało jego niezwykłe zdolności, zarzucając mu nawet oszustwa. Jednakże jako znany inżynier, przedsiębiorca i osoba znakomicie ustosunkowana, nie miał on żadnego racjonalnego powodu, by kompromitować się przed gronem własnych znajomych, wojskowych i naukowców. Dodatkowo, co potwierdzają także inne przypadki tego typu, zjawiska subtelne, zależne od koncentracji i stanu wewnętrznego, łatwo ulegają zakłóceniom w warunkach laboratoryjnych, zwłaszcza wtedy, gdy wykonawca spodziewa się niechęci lub wrogości obserwatorów. W konsekwencji wyniki badań przeprowadzanych w takiej atmosferze nie zawsze odzwierciedlają faktyczne możliwości osoby poddawanej testom. Jasnowidz w swoich pamiętnikach wspominał: „...w warunkach zimnego laboratorium wyniki są słabsze, gdyż środowisko nastawione jest wrogo...”
W czasach powojennych dużą popularnością cieszył się Czesław Klimuszko, franciszkanin, który swoje doświadczenia opisał w książkach pt. "Moje widzenie świata" oraz "Parapsychologia w moim życiu". Twierdził, że zdolności jasnowidzenia i intuicyjnego rozpoznawania właściwości roślin rozwijały się u niego stopniowo, a ich nasilenie wiązał z traumatycznymi przeżyciami wojennymi.
Klimuszko uważał swoje zdolności za formę służby i nie pobierał za nie wynagrodzenia. Podkreślał również ich zmienność, w zależności od stanu psychicznego, miejsca i nastawienia otoczenia. Wspominał o sytuacjach, w których niczego nie „widział”, co uważał za naturalne ograniczenie tego rodzaju percepcji.
Na marginesie warto zauważyć, że intuicyjne reakcje w sytuacjach granicznych pojawiają się także u osób, które nigdy nie uważały się za jasnowidzów. Relacje o nagłych przeczuciach ratujących życie są powszechne i nie stanowią dowodu na istnienie zdolności paranormalnych, ale pokazują, że ludzka percepcja w warunkach skrajnego zagrożenia może funkcjonować w sposób trudny do uchwycenia klasycznymi metodami badawczymi.
Doświadczenia Ochorowicza oraz fenomeny Kluskiego, Ossowieckiego i Klimuszki nie pozwalają na jednoznaczne rozstrzygnięcie, czy mamy do czynienia z rzeczywistymi zdolnościami paranormalnymi.. Pokazują jednak, że zjawiska te były traktowane poważnie przez ludzi nauki i elit, a ich całkowite sprowadzanie do oszustwa bywa intelektualnym uproszczeniem. Rzetelność wymaga, by równie wyraźnie zaznaczać zarówno granice wiedzy, jak i luki badawcze, które do dziś pozostają nierozstrzygnięte.
