Naukowcy, słysząc o niezwykłych zdolnościach niektórych osób, próbowali ustalić, czy są to jedynie czcze wymysły, czy też kryje się w nich ziarno prawdy. Wspominałam w poprzednim wpisie, że doświadczenia z osobami uzdolnionymi medialnie rzadko przynosiły jednoznaczne rezultaty. Badacze poszli jednak o krok dalej i postanowili sprawdzić, czy można sztucznie wpłynąć na ludzki mózg w taki sposób, by wywołać wizje lub inne atypowe odczucia.
Michio Kaku w książce „Fizyka rzeczy niemożliwych” omawia telepatię, jasnowidzenie i zjawiska pokrewne, odwołując się do badań nad płatem skroniowym. Problem polega na tym, że wiele jego tez opiera się nie tyle na samych wynikach badań, ile na ich daleko idącej interpretacji.
Wilder Penfield, operując chorych na padaczkę, rzeczywiście odkrył, że pobudzenie kory skroniowej może wywoływać niezwykle żywe efekty. Pacjenci słyszeli głosy bliskich osób i powracali do minionych wspomnień. Penfield pisał jednak wprost, że była to aktywacja ośrodków pamięci i nic ponadto.
Podobnie Norman Geschwind, badając padaczkę płata skroniowego, opisał zespół pewnych cech osobowości, takich jak skłonność do refleksyjności, wzmożone zainteresowania religijne oraz silne zaangażowanie emocjonalne. Nie twierdził jednak, że padaczka produkuje proroków czy wizjonerów.
Michael Persinger zasłynął natomiast tak zwanym „hełmem Boga”, który miał wywoływać u badanych poczucie obecności. Gdy jednak w 2004 roku przeprowadzono ścisłą, podwójnie ślepą próbę, efekt ten zniknął.
W książce Michio Kaku te trzy wątki, u Penfielda czysta neurochirurgia, u Geschwinda opis zmian zachowania, u Persingera eksperyment o dyskusyjnej jakości, zostają złożone w jedną narrację. Jest to narracja sugerująca, że wizje, jasnowidzenie i doświadczenia paranormalne można zredukować do prostego zakłócenia w obrębie płata skroniowego.
W drugiej połowie XX wieku zagadnienia parapsychiczne i psychotroniczne rzeczywiście znajdowały się w polu zainteresowań niektórych środowisk badawczych. Należy jednak zaznaczyć, że parapsychologia i psychotronika nie funkcjonowały jako samodzielne wydziały uniwersyteckie. Badania nad zjawiskami określanymi jako parapsychiczne prowadzono w ramach istniejących struktur akademickich, głównie na wydziałach psychologii, psychiatrii i medycyny, w postaci wyspecjalizowanych zespołów zajmujących się tak zwanymi doświadczeniami anomalnymi. Równolegle, zwłaszcza w Europie Środkowo Wschodniej okresu zimnej wojny, termin „psychotronika” funkcjonował jako określenie nurtu badań i tematyki konferencji naukowych, po których zachowały się materiały źródłowe.
W przypadku niektórych osób dało się potwierdzić skuteczność ich przewidywań. Można było wykazać, że wiedzą coś, czego wiedzieć nie powinni. Nie dało się natomiast jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób tę wiedzę pozyskują. To istotna granica, fakt działania nie oznacza jeszcze zrozumienia mechanizmu.
Współczesna nauka coraz wyraźniej przyznaje, że mózg nie funkcjonuje według prostych, lokalnych map. Funkcje są rozproszone, sieci dynamiczne, a plastyczność ogromna. Wiemy dziś, że mit o używaniu dwudziestu procent mózgu jest fałszywy, ale równie prawdziwe jest to, że nie rozumiemy dokładnie, w jaki sposób mózg wykorzystuje swoje możliwości w różnych konfiguracjach.
Niektórzy ludzie dostrzegają więcej wzorców, inni lepiej odczytują emocje, jeszcze inni potrafią z niezwykłą precyzją analizować dane. Często dzieje się to kosztem innych zdolności. Autyzm jest tu jednym z najbardziej znanych przykładów. Wybitne możliwości poznawcze mogą współistnieć z poważnymi trudnościami emocjonalnymi i społecznymi. Nie wiemy, którą część mózgu należałoby stymulować, by poprawić jedno bez naruszania drugiego, o ile w ogóle jest to możliwe.
Być może tak intensywne postrzeganie rzeczywistości nie jest na co dzień potrzebne. Być może filtry, uproszczenia i emocjonalne skróty są warunkiem normalnego funkcjonowania. Ludzie o skrajnych zdolnościach poznawczych widzą więcej, ale często płacą za to cenę. Nie są lepsi. Są inaczej skonfigurowani.
Praktyki dywinacyjne można zatem traktować nie jako magię, lecz jako narzędzie tymczasowej zmiany konfiguracji myślenia, sposób na to, by choć na chwilę dostrzec więcej połączeń, niż pozwala codzienny, użytkowy tryb rozumu. Nie daje to dostępu do absolutnej prawdy ani do przyszłości zapisanej poza światem. Daje natomiast możliwość spojrzenia na teraźniejszość z innej perspektywy.
Astrologia nie jest tu wyjątkiem. Jest jednym z narzędzi porządkujących uwagę i pomagających dostrzec wzorce rozciągnięte w czasie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz