15 czerwca 2026

Kim jesteś Hermesie Trismegistosie?


Skąd właściwie wziął się Hermes Trismegistos  czyli tajemniczy „Hermes Po Trzykroć Wielki”, którego przez stulecia uważano za strażnika najstarszej wiedzy świata? Czy był rzeczywistą postacią? Egipskim kapłanem?  A może jedynie legendą stworzoną przez późniejszą tradycję?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się do starożytnego Egiptu i greckiej fascynacji jego religią.

Już w epoce klasycznej Grecy postrzegali Egipt jako krainę pradawnej, tajemnej  wiedzy i równie tajemniczych rytuałów oraz kapłanów posiadających dostęp do sekretów kosmosu. Herodot w swoich Dziejach przedstawiał Egipcjan jako lud bardzo stary, religijny i obdarzony ogromną wiedzą. Twierdził nawet, że część greckich praktyk religijnych wywodzi się właśnie z Egiptu. Grecy patrzyli z podziwem na monumentalne świątynie, rozwinięty kult kapłański oraz starożytność egipskiej cywilizacji. Egipt wydawał się im miejscem starszym od samej Grecji i przede wszystkim strażnikiem pamięci o czasach dawno już zapomnianych.

Podobne motywy pojawiają się u Platona. W dialogach Timajos i Kritias egipscy kapłani zostają przedstawieni jako strażnicy wiedzy o dawnych dziejach świata i kosmosu. To właśnie tam pojawia się słynna scena, w której egipski kapłan mówi Solonowi, że Grecy są „wiecznymi dziećmi”, ponieważ utracili pamięć o najstarszej historii ludzkości. Również Plutarch w traktacie O Izydzie i Ozyrysie interpretował religię egipską jako system głębokiej symboliki filozoficznej.

Warto jednak pamiętać, że był to w dużej mierze Egipt wyobrażony. Grecy filtrowali egipskie wierzenia przez własne pojęcia filozoficzne i religijne, utożsamiali egipskich bogów z greckimi oraz projektowali na Egipt własne wyobrażenia o pradawnej mądrości. To właśnie z tego obrazu Egiptu wyrósł późniejszy hermetyzm.

Jednym z najciekawszych świadectw egipskiej tradycji związanej z tajemną wiedzą jest opowieść o Setne zachowana w papirusie kairskim z okresu ptolemejskiego. Setne, kapłan i czarownik zarazem, pragnie zdobyć magiczną księgę zawierającą wszelkie tajemnice nieba i ziemi. Księga znajduje się w grobowcu starożytnego uczonego Naneferkaptaha, który sam zapłacił wysoką cenę za jej zdobycie. Duch zmarłego wielokrotnie ostrzega Setne przed niebezpieczeństwem związanym z posiadaniem księgi, jednak bohater mimo to wykrada ją z grobowca. Za swój czyn zostaje surowo ukarany, choć ostatecznie przeżywa i odpokutowuje winy.

Księga wspomniana w opowieści to tajemnicza Księga Thotha. Co ciekawe, tekst o takim tytule rzeczywiście istniał. Był to utwór dotyczący kapłańskich misteriów, zaświatów oraz wiedzy dostępnej jedynie wtajemniczonym. Zachowane fragmenty mają charakter inicjacyjny i przedstawiają wiedzę jako coś, do czego dochodzi się stopniowo. W niektórych fragmentach Thot zostaje określony mianem „trzykrotnie wielkiego”, co część badaczy uważa za możliwe źródło późniejszej postaci Hermesa Trismegistosa.

Hermes Trismegistos nie pojawił się więc w kulturze starożytnej nagle ani przypadkowo. Był efektem połączenia greckiego Hermesa z egipskim Thotem oraz wielowiekowej fascynacji Egiptem jako źródłem pradawnej wiedzy. Sam hermetyzm powstał jednak znacznie później, głównie w środowisku grecko-egipskiej Aleksandrii pierwszych wieków naszej ery.

Najważniejszym tekstem tradycji hermetycznej stał się zbiór greckich traktatów znanych jako Corpus Hermeticum. Składa się on z siedemnastu traktatów powstałych głównie między II a IV wiekiem n.e. Teksty dotyczą natury Boga, kosmosu, duszy, duchowego odrodzenia oraz relacji pomiędzy człowiekiem a wszechświatem. Blisko związany z Corpus Hermeticum jest również traktat Asclepius, niezwykle ważny dla średniowiecza i renesansu, ponieważ zachował się w języku łacińskim. Znajdują się tam między innymi rozważania o boskości człowieka, astrologicznych zasadach kosmicznych oraz słynne fragmenty dotyczące „ożywiania” posągów bogów poprzez rytuały i moce duchowe. To właśnie takie teksty przyczyniły się do powstania przekonania, że Egipcjanie posiedli niezwykłe umiejętności magiczne i wiedzę przekraczającą zwykłe ludzkie poznanie.

W tradycji hermetycznej ogromną rolę odegrała również Tabula Smaragdina, czyli Szmaragdowa Tablica. Przez stulecia uważano ją za starożytne objawienie pozostawione przez samego Hermesa Trismegistosa. Współczesne badania wskazują jednak, że najstarsza znana wersja tekstu pochodzi prawdopodobnie z VIII lub IX wieku. Szmaragdowa Tablica jest bardzo krótkim tekstem zapisanym w formie aforyzmów. Najsłynniejsze zdanie brzmi: „To, co jest na dole, jest jak to, co jest na górze, a to, co jest na górze, jest jak to, co jest na dole”. W średniowieczu i renesansie te słowa interpretowano  jako wyraz przekonania o analogii pomiędzy kosmosem a światem ziemskim. Zdanie to stało się jednym z fundamentów późniejszego hermetyzmu, astrologii, alchemii i okultyzmu.

Przez wiele stuleci wierzono, że teksty hermetyczne pochodzą jeszcze z czasów faraonów i zawierają najstarszą wiedzę świata. Pogląd ten został zakwestionowany dopiero w 1614 roku przez Isaaca Casaubona, który wykazał, na podstawie analizy językowej, że Corpus Hermeticum powstało nie w starożytnym Egipcie faraonów, lecz w epoce hellenistycznej i zostało napisane po grecku.

Mimo to autorytet Hermesa Trismegistosa przetrwał kolejne stulecia. Fascynacja Egiptem jako źródłem tajemnej wiedzy trwa zresztą do dziś. Piramidy, amulety, wtajemniczenia, astrologia, symbole i sekrety kapłanów nadal zajmują ważne miejsce w kulturze ezoterycznej. Współczesny mit „magicznego Egiptu” jest więc nie tylko spuścizną samej cywilizacji faraonów, lecz także dziedzictwem greckiego wyobrażenia Egiptu jako krainy wiedzy przekraczającej zwykłe ludzkie poznanie.


Źródła

  • Platon, Timajos, Kritiasz, Fajdros
  • Herodot, Dzieje
  • Plutarch, De Iside et Osiride („O Izydzie i Ozyrysie”)
  • Centiloquium Pseudoptolemeusza. Studium dzieła, tłum. Sylwia Konarska-Zimnicka i Piotr Piotrowski
  • Ilustracja przedstawiająca Hermesa Trismegistosa z Wikipedii
  • 12 maja 2026

    Astrologia jako nauka akademicka




    Astrologia szerokiemu gronu odbiorców kojarzy się dziś niestety głównie z horoskopami z kolorowych gazet, tymczasem przez wiele stuleci była pełnoprawnym przedmiotem akademickim, wykładanym na europejskich uniwersytetach. Co więcej, należała do najbardziej wymagających dziedzin wiedzy, ponieważ łączyła astronomię, matematykę, filozofię przyrody, medycynę i teologię. Średniowieczny astrolog nie tylko interpretował układy planet, ale przede wszystkim rozumiał ruchy sfery niebieskiej, posługiwał się tablicami astronomicznymi, a nade wszystko wykonywał skomplikowane obliczenia. 

    Jej zasadniczym fundamentem były dzieła Klaudiusza Ptolemeusza, zwłaszcza Tetrabiblos oraz przypisywane mu Centiloquium. Filozoficzne podstawy tej szlachetnej nauki stworzył także Arystoteles, który uważał, że ruchy ciał niebieskich zbudowanych z doskonałego eteru wpływają na świat podksiężycowy, czyli Ziemię i jej mieszkańców.

    Chrześcijańscy uczeni tacy jak św Augustyn,często sprzeciwiali się jej studiowaniu, ponieważ obawiali się, że może to zagrażać idei wolnej woli a z kolei Izydor z Sewilli odrzucał jej funkcję wróżebną, akceptując wszakże jej związek z medycyną.

    W XII wieku nastąpił jednak ogromny przełom. Europejscy uczeni zaczęli tłumaczyć dzieła astrologii arabskiej i perskiej na łacinę. Jednym z najważniejszych tłumaczy był Adelard z Bath, który przełożył między innymi dzieła przypisywane Albumasarowi. Szczególnie popularna była „Ysagoga Minor”, czyli „Małe wprowadzenie do astrologii”, będące podstawowym podręcznikiem dla początkujących adeptów tej sztuki. Astrologia przeszła więc długą drogę: od uczonych greckich z Aleksandrii, przez świat arabski i perski, z powrotem do Europy.

    W średniowiecznych szkołach i uniwersytetach wykładano ją w ramach quadrivium, czyli wyższych nauk matematycznych obok arytmetyki, geometrii, muzyki i astronomii. Studenci poznawali:

    • ruchy planet,
    • znaki zodiaku,
    • aspekty,
    • domy astrologiczne,
    • techniki prognostyczne,
    • astrologię medyczną,
    • astrologię elekcyjną,
    • znaczenie wielkich koniunkcji Saturna i Jowisza.

    Astrologię wykładano między innymi na Uniwersytetach w Bolonii, Padwie i Paryżu a nawet na Uniwersytecie w Krakowie.

    Szczęściem w nieszczęściu było to, że astrologię akceptowano jako wyjaśnienie i wskazówkę do tego kiedy wykonywać różne zabiegi medyczne. Dawny medyk musiał znać podstawy astrologii, aby wyznaczać terminy zabiegów, analizować przebieg choroby czy oceniać znaczenie faz Księżyca dla zdrowia pacjenta. Dlatego właśnie wiele traktatów astrologicznych funkcjonowało równolegle jako podręczniki dla medyków. 

    Łączono znaki zodiaku, a nawet ich dekanaty, czyli dziesięciostopniowe części znaków, z poszczególnymi częściami ciała. Taki system nazywano melotezją. I tak:

    • Baran odpowiadał za głowę,
    • Byk za szyję,
    • Bliźnięta za ramiona,
    • Rak za klatkę piersiową,
    • Lew za serce,
    • Panna za jelita,
    • Waga za lędźwie,
    • Skorpion za układ wydalniczy i genitalia,
    • Strzelec za uda,
    • Koziorożec za kolana,
    • Wodnik za łydki,
    • Ryby za stopy.

    Należało wiedzieć, czego nie wolno nacinać, a zależało to między innymi od pozycji Księżyca w danym znaku. Dawna medycyna opierała się w dużej mierze na upuszczaniu krwi, wykonywanym czasem zdecydowanie zbyt gorliwie. Analizowano też wpływ poszczególnych układów planetarnych na zdrowie, moment wystąpienia choroby, a nawet astrologicznie oceniano relację pacjenta z lekarzem.

    A kto ze sławnych uczonych zajmował się astrologią? Między innymi Johannes Kepler, Galileusz czy liczni uczeni średniowiecza i renesansu. W przypadku Mikołaja Kopernika zachowały się również materiały świadczące o jego zainteresowaniu astrologią, między innymi przypisywany mu horoskop matki. Warto jednak pamiętać, że w tamtych czasach granica pomiędzy astronomią a astrologią była znacznie mniej wyraźna niż dziś.

    Była to nauka dla naprawdę tęgich umysłów. Obliczenie horoskopu wymagało biegłej znajomości astronomii, matematyki, geometrii, a czasem nawet medycyny i anatomii. Dzisiejszy obraz astrologii jako prostych horoskopów gazetowych ma, jak widać, niewiele wspólnego z tym, czym była ona przez większą część swojej historii.

     

    Na podstawie: Sylwia Konarska-Zimnicka, Piotr Piotrowski, Centiloquium Pseudoptolemeusza, Wydawnictwo Uniwersytetu Jana Kochanowskiego Kielce 2025

    Ilustracja z Wikipedii przedstawiająca astronomię i jej patrona Klaudiusza Ptolemeusza 







    26 marca 2026

    Astrologia, Tarot i Kabała oraz ich powiązania w świetle nowożytnych interpretacji cz I

     

    Poniższe ujęcie Drzewa Życia opiera się na interpretacji ezoterycznej rozwiniętej najpierw w kręgach chrześcijańskich badaczy, a następnie uzupełnionej przez dziewiętnastowiecznych ezoteryków. Nie jest to zatem rekonstrukcja Kabały(hebr. kabbalah oznacza przekazywanie) żydowskiej w sensie ścisłym, lecz jej późniejsze przekształcenie, w którym połączono ją z astrologią i Tarotem. Kabała, o której tu mowa, zachowuje język hebrajski i podstawowe pojęcia wywodzące się z tradycji żydowskiej, jednakże nie jest elementem życia religijnego judaizmu, lecz częścią zachodniej tradycji ezoterycznej.

    W Księdze Rodzaju czytamy: „I rzekł Bóg: niech się stanie… i stało się”. Akt stwórczy dokonuje się przez słowo. Tradycja kabalistyczna wykonała krok dalej i zaczęła pytać, co właściwie oznacza to w praktyce. Skoro Bóg stwarza przez słowo, a słowo składa się z liter, to litery nie są jedynie znakami zapisu, lecz zasadami kształtującymi rzeczywistość. Dlatego w pismach kabalistycznych pojawia się przekonanie, że świat został uformowany poprzez litery i liczby.

    Z tego samego sposobu myślenia wyrasta system sefirot, rozumianych jako stopnie emanacji boskiego światła. Światło „schodzi” od jedności ku niższym poziomom istnienia. Człowiek może jednak odwrócić ten ruch, wznosząc się od tego, co konkretne, ku temu, co stanowi źródło.

    Zanim jednak Drzewo Życia ( (ec chajim) przyjęło znaną dziś formę, w wyobrażeniu kabalistów istniał model kosmosu zapisany alfabetem hebrajskim. W tradycji kabalistycznej pojawia się przekonanie, że święte litery hebrajskie istniały przed aktem stworzenia. Podzielono je na trzy litery matki, siedem liter podwójnych i dwanaście liter prostych.

    W tym miejscu zaczyna się napięcie między tradycją a późniejszymi interpretacjami. W Kaba­le żydowskiej związki te mają charakter symboliczny i nie zawsze przyjmują formę zamkniętych tabel. W ujęciu ezoterycznym zostają one uporządkowane systemowo. Planety przypisuje się zarówno sefirotom, jak i niektórym ścieżkom, natomiast znaki zodiaku i żywioły przyporządkowuje się ścieżkom między sefirotami. Trzy litery matki wiązano z podstawowymi zasadami kosmicznymi, siedem liter "podwójnych" (czyli czytanych na dwa sposoby, zależnie od słowa) z planetami, a dwanaście prostych ze znakami zodiaku.

    Mamy tu zatem podwójne powiązanie z planetami: przez sefiroty oraz przez niektóre ścieżki pomiędzy nimi. Żywioły i znaki zodiaku również zostają przypisane ścieżkom.

    Trzy litery matki odpowiadają trzem podstawowym zasadom. Alef, א, łączona jest z powietrzem – ruach, czyli tchnieniem, duchem i wiatrem. Mem, מ, odpowiada wodzie(hebr. maim). Szin, ש, związana jest z ogniem(hebr esz). Pojawia się tu pytanie o ziemię. W tym ujęciu nie jest ona pierwotnym żywiołem, lecz rezultatem i utrwaleniem pozostałych zasad. To, co materialne, pojawia się na końcu procesu, a nie na jego początku. Dlatego w późniejszych interpretacjach to, co trwałe i uformowane, bywa łączone raczej z Saturnem niż z osobną „literą ziemi”. Saturn w astrologii klasycznej odpowiada za ograniczenie, strukturę i nadanie formy.

    Na dalszym etapie sefiroty zaczęto wiązać z porządkiem planetarnym. Bina odpowiada Saturnowi, Chesed Jowiszowi, Gewura Marsowi, Tiferet Słońcu, Necach Wenus, Hod Merkuremu, a Jesod Księżycowi. Jest to układ zgodny z klasycznym porządkiem planet, od najwyższej sfery Saturna do najbliższego Ziemi Księżyca. Należy jednak pamiętać, że takie uporządkowanie w formie jednej, spójnej tabeli jest wynikiem późniejszej systematyzacji, a nie jednoznacznego przekazu źródłowego.

    W późniejszej tradycji okultystycznej pojawiły się także przypisania Chochmy do Urana, a Keter do Neptuna. Nic dziwnego skoro włączono planety za Saturnem do astrologii to znalazły swe miejsce także w Drzewie Życia.

    Natomiast w XIX wieku Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku połączył dwadzieścia dwa Wielkie Arkana Tarota z dwudziestoma dwiema ścieżkami Drzewa Życia.

    W kabalistycznym ujęciu rzeczywistość nie jest jednorazowym aktem stworzenia, lecz procesem przebiegającym etapami. Najniżej znajduje się poziom działania, czyli to, co już istnieje i się realizuje. Wyżej poziom formowania, gdzie nadawany jest kształt i struktura. Jeszcze wyżej poziom stworzenia, czyli zaistnienie idei. Na samym szczycie znajduje się poziom emanacji, gdzie jest czysta Jedność.

    To, co widzimy jako gotową rzecz, jest końcem procesu, a nie jego początkiem. Każda forma ma swoje źródło wyżej: najpierw jako zasada, potem jako idea, następnie jako struktura, a dopiero na końcu jako rzeczywistość materialna.

    Sefiroty opisują właśnie te etapy. Nie są rzeczami ani miejscami w dosłownym sensie, lecz sposobami, w jakie Jedność przechodzi w wielość. Keter oznacza Koronę, Chochma Mądrość jako impuls, Bina Zrozumienie jako nadanie formy. Chesed to rozszerzenie, Gewura ograniczenie, Tiferet harmonia. Necach oznacza działanie i trwałość, Hod porządkowanie i rozumienie, Jesod przekazanie, a Malkut konkretną realizację.

    Szczególne miejsce zajmuje Daat, czyli Wiedza. Nie jest ona klasyczną sefirą, lecz stanem połączenia. Pojawia się wtedy, gdy impuls Chochmy i zrozumienie Biny rzeczywiście się spotykają.

    Proces ten działa w dwóch kierunkach. Rzeczywistość powstaje poprzez stopniowe zstępowanie, natomiast człowiek może powracać ku źródłu poprzez poznanie i uporządkowanie. Dlatego przejścia na Drzewie Życia nie są drogami jednokierunkowymi.

    W układzie sefirot widoczna jest także zasada równowagi. Impuls i forma prowadzą do poznania. Rozszerzenie i ograniczenie znajdują równowagę w harmonii. Działanie i porządek umożliwiają przekazanie dalej. Tiferet stanowi centrum tego układu i punkt integracji.

    To rozróżnienie jest konieczne, aby nie pomieszać porządków. Żywioły nie znaczą tego samego co planety, planety nie znaczą tego samego co znaki, a karty Tarota nie są prostym obrazem sefirot. Każdy z tych systemów opisuje inny aspekt rzeczywistości.

    Ta część jest wprowadzeniem, z konieczności więc jest nieco uproszczona. Celem moim jest naszkicowanie podstaw, na których oparły się późniejsze rodzaje Kabały.


    Bibliografia

    Kabała żydowska i jej interpretacje:

    • Gershom Scholem, Kabała i jej symbolika, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2020
    • Marc-Alain Ouaknin, Tajemnice kabały, Wydawnictwo Cyklady, Warszawa 2006

    Kabała hermetyczna i tradycja ezoteryczna:

    • Dion Fortune, Mistyczna Kabała, Wydawnictwo KOS, Warszawa 2020
    • Frater Barrabbas, Magiczna kabała, Wydawnictwo Illuminatio, Białystok 2024
    • Ewgenij Kolesow, Wprowadzenie do magii, Wydawnictwo Ars Scripti 2


    19 marca 2026

    Precesja, Zodiak i nieporozumienia w krytyce astrologii


    W popularnych książkach astronomicznych często powtarza się zestaw argumentów przeciw astrologii. Oto co ostatnio na przykład przeczytałam w książce Z Merlinem przez wszechświat autorstwa Neila de Grasse Tyson. Autor tej publikacji zwraca uwagę na następujące fakty: wskutek precesji Słońce nie znajduje się już na tle tych samych gwiazdozbiorów co dwa tysiące lat temu. Oprócz dwunastu znaków istnieje konstelacja Wężownika, przez którą również przechodzi Słońce. Gwiazdozbiory mają nierówne rozmiary, a czas przebywania Słońca w ich obrębie jest różny.Na tej podstawie wysuwa wniosek, że astrologia „nie ma sensu”, ponieważ jej podział na dwanaście znaków nie odpowiada rzeczywistemu niebu.

                          Problem polega na tym, że jest to krytyka oparta na błędnym założeniu.


    NA CZYM OPIERA SIĘ ASTROLOGIA KLASYCZNA

    Astrologia w swojej klasycznej, tropikalnej formie nie operuje gwiazdozbiorami.

    Operuje podziałem ekliptyki, czyli drogi Słońca na niebie, na dwanaście równych części po 30°. Jest to podział geometryczny. Punktem początkowym jest równonoc wiosenna, czyli 0° Barana. Nie jest to gwiazdozbiór, lecz punkt przecięcia ekliptyki z równikiem niebieskim.

    W konsekwencji:

    Istnienie Wężownika nie stanowi problemu.
    Nierówność gwiazdozbiorów nie ma znaczenia.
    Rzeczywiste położenie Słońca na tle gwiazd nie jest podstawą tego systemu.

    Znaki zodiaku nie są gwiazdozbiorami.


    CZYM JEST PRECESJA

    Zjawisko precesji zostało opisane już w starożytności przez Hipparchosa z Nikei w II wieku przed naszą erą (jego prace zaginęły, ale znamy je z dzieł Ptolemeusza) Polega ono na powolnym przesuwaniu się osi obrotu Ziemi, spowodowanym oddziaływaniem grawitacyjnym Słońca i Księżyca na okolice równika.

    Skutki tego zjawiska są następujące.

    Punkt równonocy wiosennej przesuwa się względem gwiazd.
    Ruch ten wynosi około 50,29 sekundy kątowej rocznie.
    Jeden stopień przesunięcia zajmuje około 72 lat.
    Pełny cykl trwa około 25 700 do 26 000 lat.

    Oś Ziemi wykonuje przy tym ruch przypominający chwianie się wirującego bączka. W efekcie biegun niebieski zmienia swoje położenie. Obecnie wskazuje okolice gwiazdy Polarnej, a za około 12 000 lat będzie wskazywał Vegę.


    SKUTEK PRECESJI

    W wyniku precesji znaki zodiaku przestają pokrywać się z gwiazdozbiorami, od których wzięły swoje nazwy. Dziś znak Barana przypada na obszar gwiazdozbioru Ryb. Różnica wynosi około 24 stopni i stale rośnie.

    Jest to fakt astronomiczny i nie budzi żadnych wątpliwości.


    DLACZEGO TO NIE JEST ARGUMENT PRZECIW ASTROLOGII

    Precesja nie zmienia ruchu Słońca ani cyklu pór roku. Zmienia jedynie układ odniesienia względem gwiazd.Astrologia tropikalna świadomie opiera się na cyklu rocznym, czyli na równonocach, przesileniach oraz zmienności światła i długości dnia.

    Nie opiera się na gwiazdozbiorach.

    Dlatego nie ma znaczenia, w jakim gwiazdozbiorze znajduje się Słońce.
    Nie ma znaczenia liczba konstelacji przecinanych przez ekliptykę.
    Nie ma znaczenia ich nierówna wielkość.

    Zarzut, że znaki nie zgadzają się z gwiazdozbiorami, odnosi się do założenia, którego astrologia tropikalna nigdy nie przyjęła.


    DWA PORZĄDKI: TROPIKALNY I SYDERYCZNY

    Zodiak tropikalny jest związany z równonocami i cyklem rocznym. 

    To zodiak syderyczny odnosi się do gwiazd stałych. 



    Krytyka astrologii oparta na argumentach o Wężowniku, nierównych gwiazdozbiorach i przesunięciu znaków wynika z utożsamienia znaków z gwiazdozbiorami.

    TO UTOŻSAMIENIE JEST BŁĘDNE

    Astrologia klasyczna operuje własnym układem odniesienia, geometrycznym i sezonowym, a nie kartografią nieba ustaloną w XX wieku.

    Można astrologię odrzucać.

    Ale nie z tego powodu.

     

    Źródła: Astrologia klasyczna tom I Siergiej Wroński

    https://www.constellationsofwords.com/

    wikipedia 

    Obrazek Chat GPT ale prompt mój :-) 


     

    17 marca 2026

    Nów Księżyca, godziny planetarne i ekliptyka

     


    Nów Księżyca to moment, w którym Księżyc znajduje się w tym samym miejscu ekliptyki co Słońce, czyli ma tę samą długość ekliptyczną. Ekliptyka to pozorna droga, po której porusza się Słońce na niebie. Jest to pełny okrąg, a jak wiadomo każdy okrąg ma 360 stopni. W astrologii ten okrąg został podzielony na dwanaście równych części po trzydzieści stopni każda. Te części nazywamy znakami zodiaku. Nazwy wzięły się od dawnych gwiazdozbiorów, ale w astrologii chodzi o symboliczny podział ekliptyki, a nie o rzeczywiste gwiazdozbiory. Dlatego zarzut, że Słońce dziś znajduje się na tle innych gwiazdozbiorów niż w starożytności, nie jest problemem dla astrologii tropikalnej. Astrologia opiera się na symbolicznym cyklu ruchu Słońca po ekliptyce i na podziale tej drogi na dwanaście równych części.

    W chwili nowiu Księżyc jest niewidoczny, ponieważ jego oświetlona część zwrócona jest w stronę Słońca, a nie w stronę Ziemi. Wschodzi i zachodzi prawie razem ze Słońcem. W astrologii mówi się symbolicznie, że jest wtedy „spalony” przez Słońce, czyli bardzo osłabiony. 

    Najciemniejsze dni miesiąca przypadają właśnie w okolicach nowiu. W starożytnej Grecji kojarzono je z boginią Hekate, opiekunką nocy, magii i skrzyżowań dróg. W czasie nowiu składano jej ofiary na rozstajach dróg. W niektórych współczesnych tradycjach ezoterycznych mówi się nawet o tzw. dniach Hekate, czyli dwóch dniach przed nowiem i dwóch dniach po nowiu, kiedy Księżyc jest niewidoczny i noc jest szczególnie ciemna.

                                                             Hekate Chiaramonti źródło Wikipedia

    Pierwszy cienki sierp Księżyca pojawia się zwykle około dwóch dni po nowiu. W wielu dawnych kulturach właśnie ten moment uważano za początek nowego miesiąca. Kiedy pojawiał się pierwszy widoczny sierp po zachodzie Słońca, ogłaszano początek nowego cyklu. Wtedy zaczynał się czas działania i wzrostu. W tradycjach magicznych i ludowych uważano, że dopiero po pojawieniu się rosnącego Księżyca można wykonywać rytuały związane z przyciąganiem, rozwojem i pomyślnością.

    Choć zwykle myślimy o Księżycu jako o świetle nocy, w rzeczywistości bardzo często można go zobaczyć także w dzień. Po nowiu Księżyc zaczyna wschodzić coraz później niż Słońce. W czasie pierwszej kwadry wschodzi około południa i zachodzi około północy, więc przez część dnia widać go na niebie. W czasie ostatniej kwadry wschodzi około północy i zachodzi około południa, dlatego również wtedy można go zobaczyć w ciągu dnia. Jedynie podczas pełni jest prawie wyłącznie światłem nocy, ponieważ wschodzi wtedy, gdy Słońce zachodzi, a zachodzi wtedy, gdy Słońce wschodzi.

    Księżyc porusza się po niebie bardzo szybko. W ciągu doby przesuwa się średnio o około trzynaście stopni, dlatego w jednym znaku zodiaku przebywa mniej więcej dwa i pół dnia. Ten szybki ruch sprawia, że jego fazy i położenie na niebie zmieniają się z dnia na dzień bardzo wyraźnie.

    W starożytności obserwacja nieba była podstawą wielu dziedzin wiedzy. Astronom i astrolog byli często tą samą osobą. Ten sam uczony obserwował gwiazdy, wyznaczał kalendarz, obliczał efemerydy i doradzał władcom. Z dawnych obserwacji nieba wywodzi się również system godzin planetarnych, który był podstawowym sposobem mierzenia czasu.

    Dawniej dobę dzielono nie na dwadzieścia cztery równe godziny, lecz na dwanaście godzin dnia i dwanaście godzin nocy. Dzień liczono od wschodu do zachodu Słońca, a noc od zachodu do wschodu. W rezultacie długość godziny zmieniała się w ciągu roku. Latem godziny dzienne były dłuższe, zimą krótsze. Jedna godzina planetarna była zawsze jedną dwunastą długości dnia albo jedną dwunastą długości nocy.

    Każdej godzinie przypisywano jedną z siedmiu znanych w starożytności planet. Planety ustawiano w tzw. porządku chaldejskim według ich prędkości na niebie: Saturn, Jowisz, Mars, Słońce, Wenus, Merkury i Księżyc. Godziny następowały kolejno według tej właśnie kolejności planet. Pierwsza godzina dnia należała do planety, która patronowała całemu dniowi. Z tego systemu wywodzi się również kolejność dni tygodnia. Po dniu Słońca następuje dzień Księżyca, potem Marsa, Merkurego, Jowisza, Wenus i Saturna.

    Ślady tego systemu widać do dziś w wielu językach europejskich. W językach romańskich nazwy dni tygodnia pochodzą bezpośrednio od nazw planet. W języku angielskim planety zostały zastąpione przez odpowiadających im bogów germańskich, ale kolejność pozostała ta sama. Pokazuje to, jak silnie dawna astrologia i obserwacja nieba wpłynęły na kulturę i sposób, w jaki do dziś mierzymy czas.

    Warto czasem spojrzeć w niebo. Współczesne aplikacje astronomiczne pozwalają łatwo rozpoznać planety i gwiazdy. Na wieczornym niebie można dziś zobaczyć na przykład bardzo jasnego Jowisza, a niedaleko niego gwiazdy Kastora i Polluksa z gwiazdozbioru Bliźniąt. Widoczny jest również Syriusz, najjaśniejsza gwiazda nocnego nieba. A wkrótce pojawi się także pierwszy cienki sierp Księżyca, który od tysięcy lat oznacza dla ludzi początek nowego miesiąca i nowego cyklu.

    03 marca 2026

    Pełnia Księżyca

     

    Pełnia Księżyca budzi dziś wiele emocji. Jedni widzą w niej szczególnie intensywny moment, inni traktują ją wyłącznie jako zjawisko astronomiczne.

    Czas od nowiu do nowiu trwa średnio 29,53059 dnia. Jest to miesiąc synodyczny (od greckiego synodos – „spotkanie”, „zejście się razem”), czyli okres liczony od jednego takiego samego ustawienia Księżyca względem Słońca do następnego. Pełnia jest środkiem tego cyklu. W tym momencie Księżyc znajduje się w opozycji do Słońca, a do Ziemi zwrócona jest jego w pełni oświetlona półkula. Jak pisał Siergiej Wroński w Astrologii klasycznej:... „Podczas pełni Księżyc znajduje się w opozycji do Słońca, zaś ku Ziemi zwrócona jest jego oświetlona półkula. Księżyc wschodzi podczas zachodu Słońca, a zachodzi podczas jego wschodu i widoczny jest na niebie przez całą noc...”

    Żebyśmy już zawsze wiedzieli, kiedy Księżyc zbliża się ku pełni a kiedy go ubywa, zastosujmy prostą regułę mnemotechniczną (na półkuli północnej): jeśli sierp przypomina literę D, Księżyc się dopełnia; jeśli literę C – światła ubywa.

    W wielu dawnych kulturach miesiąc rozpoczynał się od pierwszego widocznego sierpa po nowiu. Niekiedy potrzebni byli świadkowie potwierdzający jego pojawienie się. Jeśli niebo było zachmurzone, miesiąc mógł zostać przedłużony o jeden dzień. Pełnia była jednym z etapów przewidywalnego cyklu. Egipcjanie także posługiwali się kalendarzem księżycowym. W nim pierwszy dzień miesiąca określano jako psḏntyw – „ten, który świeci” i oznaczał pierwsze pojawienie się Księżyca po koniunkcji ze Słońcem. Miesiąc zaczynał się więc od powrotu światła.

    Średniowieczny astrolog Guido Bonatti pisał, że Księżyc najpierw jest mały i słaby, potem jego światło wzrasta aż do pełni, a następnie maleje. I dodawał, że podobny rytm dotyczy bytów roślinnych, zwierzęcych i ludzkich. Pełnia nie jest więc stanem nadzwyczajnym, lecz momentem całkowitego ujawnienia światła.

    W źródłach egipskich nie znajdujemy dowodów na masowe „rytuały pełni” w sensie znanym z XIX–XX-wiecznej ezoteryki. Pełnia nie była eksplozją energii tylko elementem naturalnego cyklu. 

    Egipska opowieść o Księżycu

    Horus jako bóg nieba miał dwoje oczu: prawe było Słońcem, lewe Księżycem. 

    Drugi bóg o tym samym imieniu był synem Ozyrysa i Izydy.  Po ustąpieniu starego boga Ra oraz zabójstwie i poćwiartowaniu Ozyrysa (przez jego brata Seta) Horus Młodszy walczył z wujem Setem o władzę. W walce lewe, księżycowe oko zostaje wyrwane i pocięte. Bóg mądrości Thot przywraca je do całości. Uzdrowione oko nazywa się Udżat – „nienaruszone”, „zdrowe”, „całe”.  W kontekście pełni symbol nabiera dodatkowego znaczenia. Ubytek i powrót światła można porównać do uszkodzenia i uzdrowienia oka. Motyw ten łączono z fazami Księżyca: uszkodzenie odpowiada ubytkowi światła, uzdrowienie natomiast powrotowi do pełni. Symbolicznie oznacza to przywrócenie rytmu czasu i porządku Ma’at.

    Pamiętajmy, że w tradycji egipskiej występowały co najmniej dwie postacie identyfikowane przez Greków jako Horus. Pierwszy to Horus Starszy– bóg nieba. W najstarszej teologii jego prawe oko było Słońcem, lewe Księżycem. Bywał przedstawiany jako sokół  „Pan przestworzy”, uosobienie nieba rozpiętego nad ziemią. Drugi Horus to syn Ozyrysa i Izydy (często nazywany przez badaczy Horusem Młodszym). To on w micie o walce z Setem traci oko. W późniejszych syntezach teologicznych bóg nieba i syn Ozyrysa zaczęli funkcjonować jako jedna postać. To połączenie tłumaczy, dlaczego w ikonografii motyw oka, mit walki z Setem oraz symbolika słoneczno-księżycowa współistnieją. Staroegipski zapis Hr wymawiany Har lub Hor  oznacza po prostu sokoła i dlatego  Horus, syn Izydy, także bywa przedstawiany jako sokół lub jako człowiek z głową sokoła

    Symbol oka Horusa  przedstawia stylizowane ludzkie oko o ustalonej, sakralnej formie.  Nawiązuje do oka sokoła łącząc element ludzki i ptasi.

     

                                                        źródło:Wikipedia


     

     

     

                                                 autor Jeff Dahl, źródło Wikipedia
     

    Składa się z brwi,  konturu oka z wyraźnie zaznaczoną źrenicą, wydłużonej linii poziomej wychodzącej z zewnętrznego kącika (przypominającej kreskę wykonaną kohlem), zakrzywionego elementu opadającego w dół, przywodzącego na myśl plamkę pod okiem sokoła,  oraz dolnej linii zamykającej kompozycję. Symbol nie oznacza „trzeciego oka” ani wizji mistycznej w sensie późniejszym. W znaczeniu źródłowym odnosi się do ochrony, przywrócenia integralności, zdrowia i nienaruszonej całości. Amulety w kształcie oka Horusa wkładano do bandaży mumii, umieszczano na sarkofagach i noszono jako ochronę przed chorobą i złem. Jego funkcja była konkretna: tak jak oko zostało przywrócone do całości, tak ciało i życie miały zostać zachowane na wieki.

    Przy okazji czy słowo „hora” ma związek z imieniem Horusa? Nie ma. „Hora” pochodzi z łacińskiego hora, a to z greckiego ὥρα – „pora”, „właściwy moment”.

    Imię Horus to grecka forma egipskiego Ḥr – „wysoki”, „ten, który jest ponad”. Podobieństwo brzmienia jest przypadkowe. Termin „horoskopos” wywodzi się od ὥρα, nie od imienia Horusa.

    A psychologiczne ujęcie Pełni? Interpretacje emocjonalne są całkowicie subiektywne. W astrologii klasycznej znaczenie ma zawsze indywidualny horoskop; sama faza Księżyca nie wystarczy do analizy kosmogramu.

    Współcześnie wiele osób celebruje pełnię symbolicznie. Zapalenie złotej lub zielonej świecy może być chwilą skupienia. Pełnia pozostaje jednak przede wszystkim etapem cyklu: wzrost, dojrzałość, zanik. Moment pełnego oświetlenia. Symbol całości.

     


    22 lutego 2026

    Czy kapłani egipscy wróżyli faraonom z tarota?

     

    Krótka odpowiedź brzmi: nie. Dłuższa jest znacznie ciekawsza, ponieważ prowadzi nas nie do Egiptu faraonów, lecz do Europy XVIII wieku.

    Antoine Court de Gébelin w 1781 roku, w swoim monumentalnym dziele "Le Monde primitif" ogłosił, że tarot jest ocalałą „księgą starożytnych Egipcjan”, symbolicznym zapisem ich religii, filozofii i wiedzy kosmologicznej. Był to człowiek Oświecenia: wykształcony erudyta, poliglota i historyk. Nieuchronnie pojawia się pytanie, jak mógł wpaść na taki niezwykły pomysł, pisząc "...jeżeli ogłosić, że istnieje jakaś księga starożytnych Egipcjan, księga niestrawiana przez płomienie, które pochłonęły wspaniałe egipskie księgi, księga, która zawiera doktryny odnoszące się do wielu interesujących dziedzin, każdy pośpiesznie rzuciłby się do studiowania tak bezcennego, wspaniałego znaleziska...". Gébelin w tym samym dziele  wspomina, że pewnego razu grał ze swoimi znajomymi w karty tarota (pierwotnie do tego służyły). Znajomi poprosili go, żeby przyjrzał się wnikliwiej obrazkom.  On tak dokładnie je przeanalizował, że zobaczył w nich historię Egiptu. No, ale Europa nie miała wówczas dostępu do egipskich tekstów religijnych. Ten starożytny kraj znano głównie w interpretacji autorów grecko-rzymskich, takich jak Herodot, Plutarch czy Diodor Sycylijski, oraz przez literaturę hermetyczną, przypisywaną postaci Hermesa Trismegistosa (będę jeszcze o nim pisać). Hrabia de Mellet w eseju dołączonym do wspomnianego wyżej dzieła, poszedł jeszcze dalej, konstruując wizję „Księgi Tarosz”, dzieła egipskiego boga Thotha (utożsamianego z greckim Hermesem), które zostało przekazane ludzkości w formie obrazów. Tych właśnie kart używali (według Melleta oczywiście) egipscy kapłani do interpretacji snów, znaków i wydarzeń. Istotną rolę w micie egipskiego tarota odegrała także tzw. Tablica Izydy (Tabula Bembina). Jest to rzymski relief z I wieku n.e., wykonany z brązu i srebra, przedstawiający sceny kultowe i bóstwa w stylu inspirowanym Egiptem. Przez wieki uchodził za autentyczny zabytek egipskiej mądrości, co sprzyjało fantazjom okultystycznym. Court de Gébelin próbował dopatrywać się na niej symboli znanych z tarota, takich jak potrójny krzyż z berła Papieża, lecz dokładna analiza nie potwierdza ich istnienia. Tablica owszem zawiera motywy egipskie, ale przetworzone w stylu niezgodnym z kanonem sztuki faraońskiej, a znaki przypominające hieroglify są raczej ornamentalnymi imitacjami i nie tworzą żadnego tekstu.  

    Kolejny etap rozwoju tej narracji wiąże się z działalnością Jean-Baptiste Alliette (1738–1791), znanego pod pseudonimem Etteilla. Był to francuski kartomanta i autor pierwszego systematycznego podręcznika wróżenia z tarota. Twierdził on, że tarot został stworzony przez siedemnastu egipskich magów pod przewodnictwem Hermesa Trismegistosa, spisany na złotych tablicach i ukryty w świątyni Ognia w Memfis. Etteilla przypisywał sobie pierwszeństwo w odkryciu „prawdziwego” znaczenia tarota nazywanego Księgą Thota. Kontynuator tych poglądów Éliphas Lévi uważał tarot za najdoskonalszą ze wszystkich ksiąg, klucz do proroctw i dogmatów, przypisując jego autorstwo Hermesowi Trismegistosowi, którego umieszczał w czasach biblijnego Henocha. Choć dopuszczał wróżebne zastosowanie kart, traktował je jako funkcję drugorzędną. Istotą tarota miały być uniwersalne prawdy symboliczne. Lévi twierdził nawet, że człowiek zamknięty w więzieniu, mając do dyspozycji wyłącznie tarot, mógłby w ciągu kilku lat osiągnąć wiedzę uniwersalną i rozprawiać na każdy temat z niewyczerpaną elokwencją. (Twierdzenie to przypomina klasyczną tezę o nieskończonej liczbie małp, które w nieskończonym czasie mogłyby napisać wszystkie dzieła Szekspira). Dodatkowo Lévi także powołuje się na Athanasiusa Kirchera który badał Tablicę Izydy. 

    Te wszystkie uczone wywody i interpretacje miały miejsce przed odnalezieniem Kamienia z Rosetty, który był kluczowy przy odczytaniu hieroglifów przez Champolliona w 1822 r.

    Tymczasem w Egipcie faraonów nie istniały karty ani do wróżenia ani do gry. Funkcjonowały natomiast ostrakony (gliniane skorupki do notatek) i pojedyncze kartki papirusowe, a w późnej starożytności kodeksy, lecz był tam tekst nie obrazki. Egipska dywinacja opierała się na interpretacji snów, wyroczniach świątynnych i obserwacjach zjawisk przyrodniczych. 

    Karty tarota pojawiają się dopiero w XV-wiecznych Włoszech jako gra dworska.

    Mit egipskiego pochodzenia tarota przetrwał, ponieważ odpowiadał potrzebie autorytetu. Nowożytni autorzy przywykli do modelu religii księgi. Skoro Egipt był tak potężną cywilizacją,  musiał posiadać własną „Biblię”. Ponieważ nie istniał jeden kanoniczny tekst, rolę tę przypisano tarotowi. W ten sposób Egipt stał się symbolicznym źródłem legitymizacji tej szczególnej talii.

    Największy paradoks polega na tym, że Gébelin całkowicie się mylił, a jednak wpłynął na historię tarota bardziej niż ktokolwiek przed nim. Nie odkrył starożytnej księgi, lecz stworzył ideę. To ona pozwoliła okultystom XIX i XX wieku traktować tarot w sposób szczególny. Co istotne, gdy w XIX wieku część z nich zaczęła dostrzegać słabość egipskiej hipotezy, nie zrezygnowano z idei starożytnego rodowodu tarota. Zamiast tego pojawiło się powiązanie kart z Drzewem Życia i kabałą. 

    Historia tarota okazuje się więc historią kolejnych prób nadania mu możliwie najstarszego i najbardziej prestiżowego pochodzenia. Gdy upadała jedna teoria, pojawiała się następna. Egipt ustępował miejsca kabale, a autorytet starożytności zastępowano autorytetem tradycji ezoterycznej.

    W kolejnym wpisie przyjrzę się właśnie tej kabalistycznej reinterpretacji tarota: skąd się wzięła, kto ją rozwinął i czy ma jakiekolwiek historyczne podstawy. 


    Bibliografia:

    Rafał T. Prinke, Tarot. Dzieje niezwykłej talii kart, wydanie II, Wydawnictwo FOSFOROS, Lydney 2025 

    Donald Tyson (red.), Tarot w pismach wybitnych okultystów z XVIII, XIX i XX wieku, przeł. Bartłomiej Kotarski, red. nauk. Anna Brzezińska, Wydawnictwo Kobiece / Illuminatio, 2022.

    Erik Hornung, Egipt ezoteryczny. Tajemna wiedza Egipcjan i jej wpływ na kulturę Zachodu, przeł. i red. nauk. Andrzej Niwiński, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2025 

    Andrzej Niwiński, Mity i symbole starożytnego Egiptu, Warszawa 1992.

    Andrzej Niwiński, Bóstwa, kulty i rytuały starożytnego Egiptu, Warszawa 1993.


    09 lutego 2026

    Starożytny Egipt: Między Maa't a astrologią

     



    W starożytnym Egipcie porządek świata, Maʿat, nie był abstrakcyjną ideą, lecz realnością, którą należało nieustannie podtrzymywać jako niezmienny ład społeczny i kosmiczny. Istnienie świata nie było dane raz na zawsze, lecz wymagało ciągłego odnawiania poprzez rytuał, kult oraz prawowitą władzę królewską. Słońce nie „wschodziło” samo; przeciwnie, każdego dnia musiało być obudzone do życia przez faraona lub, w jego zastępstwie, przez najwyższego kapłana stolicy państwa.

    Wnikliwymi obserwatorami nieba byli kapłani godzinowi unud, którzy śledzili czas za pomocą obserwacji gwiazd oraz zegarów słonecznych i wodnych, by w odpowiedniej chwili dać sygnał do rozpoczęcia ceremonii. Specjaliści–astronomowie prowadzili obserwacje na dachach świątyń, rejestrując położenie ciał niebieskich. Zauważyli, że co dziesięć dni, tuż przed wschodem Słońca, na wschodnim niebie pojawia się nowa grupa gwiazd. Na tej podstawie podzielili rok na trzydzieści sześć dziesięciodniowych okresów, zwanych dekanami.

    Wzmianki o dekanach pojawiają się już w Tekstach Piramid, jednak w pełni potwierdzony i uporządkowany system rozwija się dopiero w Pierwszym Okresie Przejściowym oraz w Średnim Państwie. Głównym źródłem są tu sarkofagi z Asjut. Dekany nie były jednak narzędziem interpretacji losu jednostki, lecz elementem kosmicznej miary czasu.

    Wiedza astronomiczna miała znaczenie fundamentalne, ponieważ od heliakalnego wschodu gwiazdy Sothis (Syriusza) rozpoczynał się w czasach Starego Państwa coroczny, kluczowy dla funkcjonowania Egiptu wylew Nilu, decydujący o żyzności ziemi i trwaniu państwa. Z biegiem stuleci moment heliakalnego wschodu Syriusza i faktyczny początek wylewu Nilu, na skutek precesji, stopniowo się rozchodziły. Z kolei brak lat przestępnych sprawił, że początek roku kalendarzowego stopniowo przesuwał się względem heliakalnego wschodu Syriusza (Sothis). (Heliakalny wschód oznacza pierwsze widoczne pojawienie się gwiazdy na porannym niebie, tuż przed wschodem Słońca, po okresie jej niewidoczności spowodowanej bliskością Słońca na niebie)

    Rozjazd między kalendarzem a rytmem przyrody nie był jednak postrzegany jako zagrożenie dla porządku świata; kalendarz cywilny pozostał nieskorygowany. Nie utożsamiano wówczas układu nieba w chwili narodzin z losem człowieka. Skoro czas postrzegano jako koło, a świat nieustannie powracał do swojego początku, nie istniała potrzeba przewidywania przyszłości jednostki.

    Obserwacja nieba nie jest bowiem równoznaczna z próbą odczytywania losu z gwiazd. To Mezopotamia jako pierwsza dostrzegła związek między ruchami planet a losem królów, a filozofia grecka wprowadziła pojęcie losu jako kosmicznej konieczności. Na tym gruncie wyrosła astromagia, zakładająca możliwość odwrócenia losu poprzez rytuały, techniki medytacyjne i symboliczne wznoszenie się ku gwiazdom w celu zmiany niekorzystnych zapisów.

    Różnica między Egiptem a Mezopotamią jest w tym punkcie zasadnicza. W Mezopotamii planety nie tylko nosiły imiona bogów, lecz były bogami, a ich wpływ na świat ziemski miał religijne umocowanie. W Egipcie natomiast bogowie nie byli jednoznacznie utożsamiani z planetami. Takie identyfikacje pojawiły się dopiero w interpretacjach greckich, próbujących zestawić egipski panteon z własnym.

    Proces przejścia ku astrologii był stopniowy. Najpierw dekany zaczęły przyjmować postać istot opiekuńczych, powiązanych z losem i ciałem. Następnie w Egipcie pojawił się zodiak, zapożyczony z tradycji babilońskiej i przetworzony w duchu egipskim. W okresie rzymskim rozwinęła się astrologia predykcyjna.

    Monumentalnym świadectwem tej przemiany jest zodiak z Dendery, relief z późnego okresu ptolemejsko-rzymskiego. Przedstawia on dwanaście znaków zodiaku w formie znanej z tradycji babilońsko-greckiej, ujętych jednak w egipski język religijny. Obok znaków pojawiają się dekany, planety oraz bóstwa opiekujące się kosmosem. Zodiak nie zastępuje egipskiej kosmologii, lecz zostaje w nią włączony jako nowy sposób przedstawienia porządku świata. Nie jest to narzędzie prywatnych horoskopów, lecz teologiczny obraz kosmosu jako uporządkowanej całości.

    Wraz z upadkiem niezależnego państwa, obcymi podbojami oraz włączeniem Egiptu w świat hellenistyczny, a następnie rzymski, historia przestała być doświadczana jako cykl nieustannego powrotu. Zanikł porządek, dotąd gwarantowany na ziemi przez faraona i rytuał. W schyłkowym okresie dziejów Egiptu, wraz ze wzrostem wpływów obcych kultur, zwłaszcza greckiej, Egipcjanie otworzyli się na astrologię. Ciało ludzkie zaczęło być postrzegane jako odbicie struktury nieba, a los biologiczny jako wpisany w porządek kosmosu. Astrologia stała się odpowiedzią na świat, który przestał powracać w niezmiennym rytmie, oraz na historię, która przestała „kołem się toczyć”. Gwiazdy przejęły funkcję, którą wcześniej pełniły rytuał, kalendarz i władza królewska.

    Nie była to jednak nauka tak bardzo starożytna, jak chcieli ją widzieć Grecy i jak do dziś bywa przedstawiana w niektórych publikacjach.


    BIBLIOGRAFIA

    Hornung, Erik, Egipt ezoteryczny. Tajemna wiedza Egipcjan i jej wpływ na kulturę Zachodu, wyd. 1, Warszawa 2025, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.

    Niwiński, Andrzej, Mity i symbole starożytnego Egiptu, wyd. 2 poprawione i uzupełnione, Warszawa 1992, Wydawnictwo Pro Egipt.

    Niwiński, Andrzej, Bóstwa, kulty i rytuały starożytnego Egiptu, Warszawa 1993, Wydawnictwo Pro Egipt.

    27 stycznia 2026

    Z pamiętnika sceptyka


     

    Esej niniejszy powstał z potrzeby uporządkowania moich drobnych rozczarowań związanych ze światem zjawisk niezwykłych. Od dzieciństwa fascynowało mnie to, co nieznane, dlatego od lat sięgam po publikacje poświęcone tematom, którym świat nauki poświęca niewiele uwagi. Z czasem zaczęłam jednak natrafiać na wątki budzące moje poważne wątpliwości.

    Zauważyłam, że wielu autorów teorii ezoterycznych z wyraźnym upodobaniem odwołuje się do rzekomego dziedzictwa starożytnych lub wręcz mitycznych cywilizacji, czyniąc wsparciem dla swoich tez mgliste „badania” albo wyjątkowo kręty wywód. Argumenty te, choć często atrakcyjne w formie, okazują się trudne do zweryfikowania, a niekiedy oparte raczej na swobodnych skojarzeniach niż na rzetelnych źródłach.

    Współczesna technologia, a zwłaszcza łatwy dostęp do międzynarodowych baz artykułów naukowych, pozwala dziś konfrontować tego rodzaju twierdzenia i w wielu przypadkach podać je w poważną wątpliwość. Z drugiej strony kontakt ze zjawiskami, których badacz nie rozumie i w które być może wcale nie wierzy, wymaga zachowania szczególnej ostrożności i bezstronności. Łatwo tu bowiem o pokusę zarówno bezkrytycznej fascynacji, jak i automatycznego odrzucenia.

    Istniał jednak, i nadal istnieje, problem znacznie poważniejszy. Zainteresowanie zjawiskami określanymi jako „niezwykłe” bywało i bywa surowo oceniane przez środowiska naukowe. Badacz, który chciał przyjrzeć się im rzetelnie, ryzykował utratę finansowania, ośmieszenie, a niekiedy nawet pozbawienie stanowiska. W efekcie samo podjęcie tematu wymagało odwagi, a każdy krok w tym kierunku wiązał się z realnym niebezpieczeństwem dla dalszej kariery.

    Mam świadomość, że naukowe ujęcie zjawisk takich jak telepatia, prekognicja czy fenomeny medialne stanowi duże wyzwanie. Trudności wynikają nie tylko z natury samych zjawisk, co jest zrozumiałe, lecz także z rezerwy, a nierzadko niechęci, środowisk akademickich wobec tematyki wymykającej się standardowym metodom badawczym. Karl Popper pisał, że badacz nie ma ani potwierdzać, ani zaprzeczać, lecz poddawać hipotezy rzetelnym próbom („The Logic of Scientific Discovery”, 1959). Robert K. Merton zauważał z kolei, że nadgorliwość sceptyczna bywa równie ideologiczna jak bezkrytyczny entuzjazm .

    Jeśli zatem chcemy cokolwiek ocenić rzetelnie, powinniśmy zachować bezstronność. Emocje są złym doradcą, a oczekiwanie określonego wyniku potrafi wypaczyć każdy osąd. Obiektywna prawda nie ugnie się pod ciężarem naszych życzeń. To my możemy się do niej zbliżyć, o ile damy sobie na to przestrzeń.

    A jeśli wyjaśnienia na razie nie ma, należy to przyjąć z pokorą. Być może pojawi się ono później, wraz z rozwojem wiedzy, dojrzałości albo postępem nauki. Pośpiech w ferowaniu werdyktów bywa prostą drogą do kompromitacji, o czym świadczy przykład uczonych przekonanych, że meteory nie mogą spadać z nieba, „bo w niebie nie ma kamieni”. Do tej samej kategorii należą również ci, którzy sądzili, że jazda pociągiem nieuchronnie prowadzi do zawrotów głowy i wymiotów.

    25 stycznia 2026

    Dlaczego starożytni Egipcjanie nie robiliby noworocznych postanowień?

     

    Co roku powtarza się ten sam schemat. Pierwszego stycznia mamy zacząć „nowe życie”. Wdrażamy nowe postanowienia, nowe nawyki, nową dyscyplinę. Kilka tygodni później nic z tego nie zostaje. Czy naprawdę to nasza wina? Brak silnej woli, konsekwencji albo determinacji? 
    Spójrzmy na to inaczej i zrozummy wreszcie, że problem nie tkwi w nas, lecz w kalendarzu, a dokładniej w momencie, który uznaliśmy za początek.

    W naszej strefie geograficznej styczeń jest środkiem zimy. To czas najkrótszych dni, najniższych temperatur i najmniejszej ilości światła. Przyroda pozostaje w stanie spoczynku. Również ludzki organizm i układ nerwowy nie są wtedy nastawione na intensywne zmiany. Nie wrzuca się ziarna w zamarzniętą ziemię.

    Starożytni Egipcjanie budowali swój porządek czasu w oparciu o zjawiska przyrodnicze. Najważniejszym punktem odniesienia był wylew Nilu, opadanie wód, odsłanianie się żyznej ziemi oraz pora zbiorów. Czas nie był dla nich linią, lecz cyklem: wiecznym powrotem w porządku świata. To myślenie było ściśle związane z kultem Ozyrysa, boga śmierci i ponownych narodzin, rozpadu i odtworzenia, zaniku i powrotu życia. To, co obumiera, nie znika, lecz wraca w innej formie, zgodnie z tą samą zasadą.

    W tym sensie egipski kalendarz nie służył do mierzenia upływu czasu w nowoczesnym rozumieniu. Jego funkcją było podtrzymywanie kosmicznego ładu i umożliwianie wejścia w odpowiednią fazę cyklu we właściwym momencie. Znaczenie miało nie to, czy data „zgadza się rachunkowo”, lecz to, czy świat funkcjonuje zgodnie z porządkiem. Czy Nil wylewa, kiedy powinien, czy ziemia rodzi, gdy jest na to czas, i czy rytuały są odprawiane zgodnie z ustanowionym ładem.

    Egipski rok cywilny miał stałą długość 365 dni. Jego początek został pierwotnie zakotwiczony w heliakalnym (pierwszym porannym pojawieniu się nad horyzontem po okresie niewidoczności spowodowanej bliskością Słońca) wschodzie Syriusza, zwanego w Egipcie Sotis. W chwili tworzenia kalendarza moment ten zbiegał się z początkiem wylewu Nilu. To sprzężenie nie było symboliczne, lecz realne: zjawisko astronomiczne, zjawisko przyrodnicze i początek roku kalendarzowego występowały razem. Dlatego Nowy Rok był rozumiany jako powrót początku czasu, odnowienie porządku świata.

    Rok rozpoczynał się pierwszego dnia pierwszego miesiąca pory wylewu, miesiąca poświęconego Thotowi (Dżehuti). Pięć dni poprzedzających Nowy Rok, formalnie nienależących do żadnej pory roku miało charakter szczególny. Był to czas wolny od pracy, okres zawieszenia pomiędzy starym a nowym porządkiem. Tradycja umieszczała w tych dniach narodziny bogów: Ozyrysa, Horusa Starszego, Seta, Izydy i Neftydy. W sensie kosmicznym był to moment ponownego ustanowienia ładu, a nie początek nowego. Z biegiem czasu pierwotne sprzężenie kalendarza z naturą zaczęło się jednak rozchodzić. Egipski kalendarz nie znał lat przestępnych, dlatego jego początek stopniowo przesuwał się względem roku słonecznego, pór roku oraz heliakalnego wschodu Syriusza. Był to naturalny skutek upływu czasu. Co istotne, Egipcjanie nie próbowali tego korygować. nadal obserwowali Nil  i oczywiście dostosowywali się do niego w pracach polowych. Jednocześnie święta i rytuały były odprawiane zgodnie z niezmiennym kalendarzem. Zjawiska przyrodnicze regulowały działanie, kalendarz regulował porządek rytualny. Te dwa porządki funkcjonowały obok siebie. Nie uznawano tego za sprzeczność.
    Kalendarza nie zmieniono, ponieważ jego struktura była postrzegana jako ustanowiona zgodnie z kosmicznym ładem Maat. Zmiana kalendarza oznaczałaby ingerencję w porządek świata, a nie jego naprawę. Kalendarz miał trwać, nawet jeśli natura poruszała się dalej w swoich cyklach. 

    Dziś posługujemy się globalnym kalendarzem, opartym na rachunku astronomicznym i korygowanym latami przestępnymi tak, aby zgadzał się z rokiem słonecznym. Mimo tej rachunkowej precyzji początek roku, pierwszy stycznia, nie ma żadnego realnego zakotwiczenia w cyklu przyrody. Dla jednych jest to środek zimy, dla innych pełnia lata. Z punktu widzenia natury nie dzieje się wtedy nic istotnego. 

    Paradoks polega na tym, że Egipcjanie, choć ich kalendarz z czasem rozszedł się z naturą, nie stracili z oczu rytmu przyrody. My natomiast utrzymujemy kalendarz w zgodzie z ruchem Ziemi, a jednocześnie ignorujemy biologiczny i sezonowy rytm, którego jesteśmy częścią. Oczekujemy od siebie maksymalnego działania w momencie, gdy przyroda pozostaje w stanie spoczynku.

    Astrologia, która wyrosła z astronomii, zachowała starszą logikę. Dla niej początek roku nie przypada   w styczniu, lecz w momencie równonocy wiosennej, gdy dzień zaczyna wyraźnie wygrywać z nocą. Zima jest czasem oczekiwania, porządkowania i przygotowania intencji. Działanie ma sens dopiero wtedy, gdy pojawiają się ku temu warunki.

    Fiasko styczniowych postanowień  nie jest więc dowodem słabości charakteru. Możemy żyć w systemie administracyjnym, ale funkcjonujemy w systemie naturalnym. Ten system nie resetuje się pierwszego stycznia. Działa w rytmie światła, pór roku i biologii. Jeśli chcemy realnie zmienić coś w naszym  życiu, musimy, jak dawniej patrzeć nie tylko w kalendarz, lecz także na to, co dzieje się w świecie i w nas samych. 






     

    12 stycznia 2026

    Astrolog wpisany w koło historii Anglii

     

     

     

     

     Astrolog w czasach rewolucji

    William Lilly (1602-1681) praktykę rozpoczął około czterdziestki – i akurat wtedy w Anglii wybuchła rewolucja przeciwko królowi Karolowi I.
     Lepszego momentu na rozpoczęcie praktyki trudno szukać.

    „Jak trwoga, to do astrologa.” Przyjmował wszystkich – ubogie dziewczęta służebne, panny na wydaniu, marynarzy, właścicieli pubów. Był też lekarzem. Złośliwi mówili o nim siku-prorok, ponieważ stawiał zdrowotne diagnozy horarne w chwili, gdy klient przynosił mu próbkę moczu.

    Młode kobiety pytały: „Czy wyjść za tego kandydata?” Starsi: „Co z moim synem?” Zdarzały się też porady polityczne, bo Lilly zaczął praktykę właśnie w czasie wielkich niepokojów – rewolucji Olivera Cromwella.

    Jego prognozy były trafne i – zwłaszcza na początku – niedrogie. Może dlatego, że sam pochodził z ubogiej rodziny, a los odmienił się dzięki nadzwyczajnym okolicznościom: poślubił wdowę po swoim chlebodawcy.

    Astrologiczna praktyka rozkręciła się na dobre w czasie rewolucji. Podobno Lilly doradzał Cromwellowi – i dlatego rewolucja zwyciężyła, a król został obalony i ścięty.

    Lilly nie ograniczał się tylko do astrologii horarnej, czyli spraw jednostkowych. Publikował również prognozy mundalne – dotyczące całych państw. Przewidział wyrok i śmierć Karola I Stuarta oraz pożar Parlamentu.

    Jego zdolności prognostyczne, obok sukcesów, przyniosły mu też kłopoty. Skoro przewidział pożar Parlamentu, to – według niektórych – musiał być osobiście odpowiedzialny. Sam Cromwell nie raz wyciągał astrologa z tarapatów.

    Wpływ Lilly’ego na losy Anglii widać w historii. Kampania Parlamentarna – z początku zbieranina zwolenników rewolucji – była gotowa do starcia z wojskiem króla już w kwietniu 1645 roku, a jednak czekała do czerwca z rozpoczęciem bitwy pod Naseby, po której Karol został pojmany i postawiony przed sądem.

    Współcześni historycy, lekceważący astrologię, często dziwią się tej zwłoce. Dlaczego Parlament czekał, skoro miał przewagę? Odpowiedź brzmi: to Lilly wyznaczył datę. Zajrzał do horoskopu króla Karola (nie wiadomo, skąd go miał) i obliczył dyrekcje prymarne. Wskazywały one, że czerwiec 1645 roku będzie dla monarchy szczególnie fatalny.

    W swoim almanachu Lilly pisał:

    „Dziesiątego lub jedenastego czerwca przypadkowo może spotkać nieszczęście jednego z wielkich Anglii, i to wcale nie byle kogo… Niebiosa przez pewien czas groźnie patrzą na naszych wrogów… Zjednoczmy się całkowicie, bo mamy ku temu wielki powód, a wtedy, jeśli będziemy walczyć, zwycięstwo przyjdzie niespodziewanie… Bez wątpienia dzień należy do nas, jeśli Bóg da nam mądrość, by dobrze wykorzystać czas.”

    Po restauracji monarchii rojaliści nieskutecznie próbowali oczerniać lub wykpiwać Lilly’ego. 

    Astrolog Cromwella wycofał się z polityki i powrócił do tego, co robił, zanim stał się Wielkim Lillym – doradzania ludziom. Na swojej praktyce nieźle zarobił i kupił niewielką posiadłość w Hersham w hrabstwie Surrey, gdzie prowadził praktykę medyczno-astrologiczną.

    Zmarł w 1681 roku. 

    W 2003 roku umieszczono tablicę pamiątkową obok nieczynnej stacji metra Aldwych przy Strand. 
    Lilly mieszkał w domu stojącym w tym miejscu w latach 1627–1665.

     

    Aby otrzymać tzw. „tablicę westminsterską”, trzeba być wysoko cenionym w swoim zawodzie, wnieść pozytywny wkład w dobro lub szczęście ludzkości, a także być rozpoznawalnym dla dobrze poinformowanego przechodnia lub zasługiwać na uznanie ogólnonarodowe. Pierwszą osobą uhonorowaną w ten sposób był Winston Churchill; inni to m.in. Oscar Wilde i pionier komputerów Charles Babbage. Lilly został 53. wyróżnionym  i pierwszym astrologiem, który otrzymał taką tablicę.

    📖 Źródła:

        Catherine Blackledge, The Man Who Saw The Future. A Biography of William Lilly, the 17th-Century Astrologer who Changed the Course of the English Civil War. www.astro.com
         

        zdjęcia  Wikipedia public domain by age (Lilly died in 1681).

    03 stycznia 2026

    Astrologia, Chat GPT i próby uporania się z moimi wątpliwościami



    Wraz z popularyzacją sztucznej inteligencji pojawiło się przekonanie, że dostęp do wiedzy stał się niemal nieograniczony. Wystarczy zadać pytanie, a odpowiedź pojawia się natychmiast. Teoretycznie powinno to prowadzić do wzrostu poziomu wiedzy i krytycznego myślenia. W praktyce jednak dzieje się coś odwrotnego. Głupota nie tylko nie znika, ale często staje się głośniejsza, lepiej zorganizowana  i, co istotne, bardziej opłacalna. 

    Nie jest to zjawisko nowe. Internet od dawna zawiera zarówno treści wartościowe, jak i zupełne bzdury. Nowe jest jedynie tempo i skala ich rozpowszechniania. Sztuczna inteligencja nie zmieniła i nie zmieni ludzkiej natury. Model językowy nie jest autorytetem i nie posiada wiedzy w sensie ludzkim. Nie odróżnia prawdy od fałszu ani rzetelnego źródła od popularnej bzdury. Operuje wyłącznie wzorcami językowymi obecnymi w danych na których został wytrenowany. Jeśli w danej dziedzinie panuje chaos pojęciowy, algorytm ten chaos odtworzy. Jeśli dominują uproszczenia i emocjonalne narracje, one również zostaną wzmocnione. 

    Astrologia jest dziedziną szczególnie podatną na ten mechanizm. Brak jednego kanonu, wielość szkół, historyczna zmienność pojęć oraz ogromna liczba tekstów popularnych sprawiają, że te same terminy funkcjonują dziś w zupełnie różnych znaczeniach. W takich warunkach model językowy nie ma możliwości rozstrzygania sporów merytorycznych ani hierarchizowania tradycji. Może jedynie odtwarzać zastane wzorce językowe wraz z całym ich bałaganem. W tym miejscu pojawia się kwestia odpowiedzialności. To nie sztuczna inteligencja decyduje o źródłach, z których korzysta. Decyduje o tym użytkownik. To on określa ramy metodologiczne, wybiera tradycję, dopuszcza lub nie dopuszcza łączenia szkół, formułuje pytanie i definiuje zakres odpowiedzi. Ogólne pytanie skutkuje ogólną odpowiedzią. Brak rygoru po stronie użytkownika prowadzi do mieszaniny pojęć, którą algorytm jedynie porządkuje językowo. 

    Często zarzuca się sztucznej inteligencji, że „zawsze chwali” i przytakuje użytkownikowi, niezależnie od jakości jego rozumowania. W rzeczywistości jest to efekt sposobu zadawania pytań. Jeśli użytkownik formułuje tezę i oczekuje jej potwierdzenia, otrzyma potwierdzenie. Jeśli natomiast prosi o weryfikację, dopuszcza możliwość błędu i jasno określa, że zależy mu na korekcie, odpowiedź wygląda zupełnie inaczej. Narzędzie nie myśli za człowieka, ale bardzo skutecznie ujawnia, czy człowiek myśli sam. 

    ChatGPT nie zna dzisiejszej pogody ani aktualnej sytuacji politycznej. Pamiętajmy jednak, że model językowy nie zna sytuacji bieżącej i nie ma dostępu do aktualnych danych. Nie można więc pytać go o prognozę pogody ani żądać rzetelnego opisu aktualnych wydarzeń politycznych. W tym sensie różni się on zasadniczo od komputera pokładowego znanego z „Star Trek”, który w fikcji dysponuje aktualnymi danymi i reaguje w czasie rzeczywistym. Problem staje się poważniejszy wtedy, gdy odpowiedzi brzmią tak, jakby były oparte na bieżących informacjach, podczas gdy w rzeczywistości są jedynie uogólnieniami wynikającymi z wcześniejszych wzorców. Nie jest to wiedza empiryczna, lecz rozumowanie statystyczne. Narzędzie nie sygnalizuje samoistnie granicy między brakiem wiedzy a przypuszczeniem opartym na prawdopodobieństwie. Nie jest to kwestia intencji, lecz konstrukcji modelu. Tym większa odpowiedzialność spoczywa więc na użytkowniku, który musi wiedzieć, w jakich obszarach jedyną uczciwą odpowiedzią pozostaje: „nie wiem”. W tym kontekście pojawia się wrażenie, że ChatGPT „prorokuje”. Nie wynika ono jednak z dostępu do przyszłości ani z jakiejkolwiek formy intuicji, lecz z pracy na wzorcach historycznych. Znając przeszłość, można z pewnym prawdopodobieństwem przewidywać kierunek rozwoju zdarzeń. Trafność takich przewidywań nie opiera się na objawieniu, lecz na rozpoznaniu powtarzalności procesów. Można tu przywołać słowa z pieśni Jacka Kaczmarskiego ...„pamiętamy, co było, więc wiemy, co będzie”... Nie jako deklarację determinizmu, lecz jako skrót myślowy opisujący mechanizm wnioskowania o przyszłości na podstawie przeszłości. 

    Dokładnie na tej samej zasadzie działa dobra prognoza astrologiczna. Astrolog nie „widzi przyszłości”. Zna przeszłość: historię pojęć, reguł, cykli, analogii oraz kontekst, w jakim powstały stosowane techniki. Bez tej wiedzy prognoza staje się zgadywaniem. Z nią jest rozumowaniem opartym na prawdopodobieństwie, a nie na objawieniu.

    Nie mam powodu ukrywać, że korzystam ze sztucznej inteligencji. Korzystam z niej świadomie i w jasno określony sposób. Nie po to, by zastępowała moje źródła ani podejmowała decyzje interpretacyjne, lecz po to, by porządkowała materiał, z którym pracuję, i pomagała mi sprawdzić, czy poprawnie rozumiem to, co czytam. Dotyczy to zwłaszcza obszarów technicznych, takich jak geometria sferyczna czy zagadnienia obliczeniowe, które są nieodłączną częścią astrologii i wymagają dużej precyzji. Praca wygląda prosto: cytuję konkretny podręcznik, wskazuję fragment i sprawdzam krok po kroku sens pojęć oraz konsekwencje logiczne. Nie proszę o interpretację „od siebie”, lecz o uporządkowanie relacji między elementami już obecnymi w źródle. Narzędzie porusza się wyłącznie w ramach, które mu wyznaczę. Publikacje naukowe i źródłowe są akceptowalne, treści popularne i internetowe uproszczenia odrzucam. Można to porównać do pieczenia ciasta. Jeśli użyje się złych składników albo niewłaściwych proporcji, efekt będzie niesmaczny. Nikt jednak nie obwinia piekarnika. Ze sztuczną inteligencją jest podobnie. Jakość wyniku zależy od jakości materiału wejściowego i kompetencji osoby, która z narzędzia korzysta. 

    Problem, który obserwujemy, nie jest więc problemem technologicznym. Jest problemem kulturowym i poznawczym. Wielu ludzi nie chce weryfikować informacji, nie toleruje niepewności i nie szuka prawdy, lecz potwierdzenia własnych przekonań. Sztuczna inteligencja nie czyni nikogo mądrzejszym ani głupszym. Nie psuje astrologii i nie jest dla niej zagrożeniem. Jest lustrem. Pokazuje, kto rzeczywiście pracuje ze źródłami, kto potrafi zadawać pytania i przyjmować korektę, a kto jedynie chce mieć rację. Odpowiedzialności za myślenie nie da się zautomatyzować. I żadna technologia tego nie zmieni.




    03 września 2025

    Moi mistrzowie



    Fascynuje mnie astrologia horarna, jej precyzja i uniwersalność. Nie jest łatwa, ale za to szybko konfrontuje się z rzeczywistością. Raz, dawno temu, miałam już w ręku książkę o astrologii horarnej, ale odrzuciłam ją, bo wydawało mi się niemożliwe, jak układ gwiazd w momencie stawiania pytania może kryć odpowiedź. Być może to nie był jeszcze odpowiedni moment.

    Drugi raz zetknęłam się z tym rodzajem astrologii na wykładzie Johna Frawleya w Polskim Towarzystwie Astrologicznym. Mistrz Frawley niezwykle plastycznie opisał pewną historię, jej głównych bohaterów i przedstawił to wszystko, bazując jedynie na wykresie horoskopu z momentu postawienia pytania. Było to fascynujące, ale w tamtym czasie dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Ziarenko jednak zostało zasiane. Po lekturze książki Johna Frawleya o astrologii horarnej kolejny jego wykład był już bardziej zrozumiały. Sposób logicznego wywodu wynikającego z położenia planet w znakach i domach, recepcji, aspektów aplikacyjnych i separacyjnych, uściślania się aspektu w efemerydach – był i jest niezwykle fascynujący. Dedukcja godna Sherlocka Holmesa.

    Frawley we wstępie do swojej książki wspomina Olivię Barclay, która w 1980 r. (za Wikipedią) zdobyła Christian Astrology napisaną w XVII w. przez Williama Lilly’ego. Ten rodzaj astrologii zafascynował ją do tego stopnia, że zaczęła tę książkę rozpowszechniać, a wkrótce sama założyła szkołę astrologii horarnej, która wykształciła wielu wybitnych angielskich astrologów. A wspomniany William Lilly to prawdziwy mistrz astrologii horarnej. Jego almanachy były niezwykle popularne, a on sam musiał odpierać zarzuty o stosowanie czarów, ponieważ nikomu nie mieściło się w głowie, że można stawiać tak precyzyjne prognozy.

    Ostatnio też przeczytałam książkę Alexeya Borealisa Predictive Astrology Textbook – doskonale napisany, obszerny podręcznik astrologii horarnej i metody Morinusa, na razie dostępny jedynie w języku angielskim i rosyjskim. Alexey Borealis dokładnie tłumaczy, jak w praktyce stosować astrologię horarną. Nadto wnosi własny znaczący wkład do jej rozwoju, doskonale uzupełniając i twórczo rozwijając metody Frawleya, którego jest zresztą uczniem. W drugiej części książki omawia teorię Morinusa, która jest obecnie w krajach anglosaskich top trendy. Podejście to, oparte na specyficznie rozumianej determinacji planet w domach i znakach oraz na tzw. mundalnych dyrekcjach prymarnych, jest w Polsce zupełnie nieznane, chociażby z racji braku programów umożliwiających stosowne obliczenia. Trzeba samodzielnie wykonywać je na Excelu, ale wyniki są godne poniesionego wysiłku. Jest to chyba najdokładniejsza metoda umożliwiająca przewidywanie wydarzeń.


    zdjęcie wygenerowane przez RaphaelAi