22 lutego 2026

Czy kapłani egipscy wróżyli faraonom z tarota?

 

Krótka odpowiedź brzmi: nie. Dłuższa jest znacznie ciekawsza, ponieważ prowadzi nas nie do Egiptu faraonów, lecz do Europy XVIII wieku.

Antoine Court de Gébelin w 1781 roku, w swoim monumentalnym dziele "Le Monde primitif" ogłosił, że tarot jest ocalałą „księgą starożytnych Egipcjan”, symbolicznym zapisem ich religii, filozofii i wiedzy kosmologicznej. Był to człowiek Oświecenia: wykształcony erudyta, poliglota i historyk. Nieuchronnie pojawia się pytanie, jak mógł wpaść na taki niezwykły pomysł, pisząc "...jeżeli ogłosić, że istnieje jakaś księga starożytnych Egipcjan, księga niestrawiana przez płomienie, które pochłonęły wspaniałe egipskie księgi, księga, która zawiera doktryny odnoszące się do wielu interesujących dziedzin, każdy pośpiesznie rzuciłby się do studiowania tak bezcennego, wspaniałego znaleziska...". Gébelin w tym samym dziele  wspomina, że pewnego razu grał ze swoimi znajomymi w karty tarota (pierwotnie do tego służyły). Znajomi poprosili go, żeby przyjrzał się wnikliwiej obrazkom.  On tak dokładnie je przeanalizował, że zobaczył w nich historię Egiptu. No, ale Europa nie miała wówczas dostępu do egipskich tekstów religijnych. Ten starożytny kraj znano głównie w interpretacji autorów grecko-rzymskich, takich jak Herodot, Plutarch czy Diodor Sycylijski, oraz przez literaturę hermetyczną, przypisywaną postaci Hermesa Trismegistosa (będę jeszcze o nim pisać). Hrabia de Mellet w eseju dołączonym do wspomnianego wyżej dzieła, poszedł jeszcze dalej, konstruując wizję „Księgi Tarosz”, dzieła egipskiego boga Thotha (utożsamianego z greckim Hermesem), które zostało przekazane ludzkości w formie obrazów. Tych właśnie kart używali (według Melleta oczywiście) egipscy kapłani do interpretacji snów, znaków i wydarzeń. Istotną rolę w micie egipskiego tarota odegrała także tzw. Tablica Izydy (Tabula Bembina). Jest to rzymski relief z I wieku n.e., wykonany z brązu i srebra, przedstawiający sceny kultowe i bóstwa w stylu inspirowanym Egiptem. Przez wieki uchodził za autentyczny zabytek egipskiej mądrości, co sprzyjało fantazjom okultystycznym. Court de Gébelin próbował dopatrywać się na niej symboli znanych z tarota, takich jak potrójny krzyż z berła Papieża, lecz dokładna analiza nie potwierdza ich istnienia. Tablica owszem zawiera motywy egipskie, ale przetworzone w stylu niezgodnym z kanonem sztuki faraońskiej, a znaki przypominające hieroglify są raczej ornamentalnymi imitacjami i nie tworzą żadnego tekstu.  

Kolejny etap rozwoju tej narracji wiąże się z działalnością Jean-Baptiste Alliette (1738–1791), znanego pod pseudonimem Etteilla. Był to francuski kartomanta i autor pierwszego systematycznego podręcznika wróżenia z tarota. Twierdził on, że tarot został stworzony przez siedemnastu egipskich magów pod przewodnictwem Hermesa Trismegistosa, spisany na złotych tablicach i ukryty w świątyni Ognia w Memfis. Etteilla przypisywał sobie pierwszeństwo w odkryciu „prawdziwego” znaczenia tarota nazywanego Księgą Thota. Kontynuator tych poglądów Éliphas Lévi uważał tarot za najdoskonalszą ze wszystkich ksiąg, klucz do proroctw i dogmatów, przypisując jego autorstwo Hermesowi Trismegistosowi, którego umieszczał w czasach biblijnego Henocha. Choć dopuszczał wróżebne zastosowanie kart, traktował je jako funkcję drugorzędną. Istotą tarota miały być uniwersalne prawdy symboliczne. Lévi twierdził nawet, że człowiek zamknięty w więzieniu, mając do dyspozycji wyłącznie tarot, mógłby w ciągu kilku lat osiągnąć wiedzę uniwersalną i rozprawiać na każdy temat z niewyczerpaną elokwencją. (Twierdzenie to przypomina klasyczną tezę o nieskończonej liczbie małp, które w nieskończonym czasie mogłyby napisać wszystkie dzieła Szekspira). Dodatkowo Lévi także powołuje się na Athanasiusa Kirchera który badał Tablicę Izydy. 

Te wszystkie uczone wywody i interpretacje miały miejsce przed odnalezieniem Kamienia z Rosetty, który był kluczowy przy odczytaniu hieroglifów przez Champolliona w 1822 r.

Tymczasem w Egipcie faraonów nie istniały karty ani do wróżenia ani do gry. Funkcjonowały natomiast ostrakony (gliniane skorupki do notatek) i pojedyncze kartki papirusowe, a w późnej starożytności kodeksy, lecz był tam tekst nie obrazki. Egipska dywinacja opierała się na interpretacji snów, wyroczniach świątynnych i obserwacjach zjawisk przyrodniczych. 

Karty tarota pojawiają się dopiero w XV-wiecznych Włoszech jako gra dworska.

Mit egipskiego pochodzenia tarota przetrwał, ponieważ odpowiadał potrzebie autorytetu. Nowożytni autorzy przywykli do modelu religii księgi. Skoro Egipt był tak potężną cywilizacją,  musiał posiadać własną „Biblię”. Ponieważ nie istniał jeden kanoniczny tekst, rolę tę przypisano tarotowi. W ten sposób Egipt stał się symbolicznym źródłem legitymizacji tej szczególnej talii.

Największy paradoks polega na tym, że Gébelin całkowicie się mylił, a jednak wpłynął na historię tarota bardziej niż ktokolwiek przed nim. Nie odkrył starożytnej księgi, lecz stworzył ideę. To ona pozwoliła okultystom XIX i XX wieku traktować tarot w sposób szczególny. Co istotne, gdy w XIX wieku część z nich zaczęła dostrzegać słabość egipskiej hipotezy, nie zrezygnowano z idei starożytnego rodowodu tarota. Zamiast tego pojawiło się powiązanie kart z Drzewem Życia i kabałą. 

Historia tarota okazuje się więc historią kolejnych prób nadania mu możliwie najstarszego i najbardziej prestiżowego pochodzenia. Gdy upadała jedna teoria, pojawiała się następna. Egipt ustępował miejsca kabale, a autorytet starożytności zastępowano autorytetem tradycji ezoterycznej.

W kolejnym wpisie przyjrzę się właśnie tej kabalistycznej reinterpretacji tarota: skąd się wzięła, kto ją rozwinął i czy ma jakiekolwiek historyczne podstawy. 


Bibliografia:

Rafał T. Prinke, Tarot. Dzieje niezwykłej talii kart, wydanie II, Wydawnictwo FOSFOROS, Lydney 2025 

Donald Tyson (red.), Tarot w pismach wybitnych okultystów z XVIII, XIX i XX wieku, przeł. Bartłomiej Kotarski, red. nauk. Anna Brzezińska, Wydawnictwo Kobiece / Illuminatio, 2022.

Erik Hornung, Egipt ezoteryczny. Tajemna wiedza Egipcjan i jej wpływ na kulturę Zachodu, przeł. i red. nauk. Andrzej Niwiński, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2025 

Andrzej Niwiński, Mity i symbole starożytnego Egiptu, Warszawa 1992.

Andrzej Niwiński, Bóstwa, kulty i rytuały starożytnego Egiptu, Warszawa 1993.


09 lutego 2026

Starożytny Egipt: Między Maa't a astrologią

 



W starożytnym Egipcie porządek świata, Maʿat, nie był abstrakcyjną ideą, lecz realnością, którą należało nieustannie podtrzymywać jako niezmienny ład społeczny i kosmiczny. Istnienie świata nie było dane raz na zawsze, lecz wymagało ciągłego odnawiania poprzez rytuał, kult oraz prawowitą władzę królewską. Słońce nie „wschodziło” samo; przeciwnie, każdego dnia musiało być obudzone do życia przez faraona lub, w jego zastępstwie, przez najwyższego kapłana stolicy państwa.

Wnikliwymi obserwatorami nieba byli kapłani godzinowi unud, którzy śledzili czas za pomocą obserwacji gwiazd oraz zegarów słonecznych i wodnych, by w odpowiedniej chwili dać sygnał do rozpoczęcia ceremonii. Specjaliści–astronomowie prowadzili obserwacje na dachach świątyń, rejestrując położenie ciał niebieskich. Zauważyli, że co dziesięć dni, tuż przed wschodem Słońca, na wschodnim niebie pojawia się nowa grupa gwiazd. Na tej podstawie podzielili rok na trzydzieści sześć dziesięciodniowych okresów, zwanych dekanami.

Wzmianki o dekanach pojawiają się już w Tekstach Piramid, jednak w pełni potwierdzony i uporządkowany system rozwija się dopiero w Pierwszym Okresie Przejściowym oraz w Średnim Państwie. Głównym źródłem są tu sarkofagi z Asjut. Dekany nie były jednak narzędziem interpretacji losu jednostki, lecz elementem kosmicznej miary czasu.

Wiedza astronomiczna miała znaczenie fundamentalne, ponieważ od heliakalnego wschodu gwiazdy Sothis (Syriusza) rozpoczynał się w czasach Starego Państwa coroczny, kluczowy dla funkcjonowania Egiptu wylew Nilu, decydujący o żyzności ziemi i trwaniu państwa. Z biegiem stuleci moment heliakalnego wschodu Syriusza i faktyczny początek wylewu Nilu, na skutek precesji, stopniowo się rozchodziły. Z kolei brak lat przestępnych sprawił, że początek roku kalendarzowego stopniowo przesuwał się względem heliakalnego wschodu Syriusza (Sothis). (Heliakalny wschód oznacza pierwsze widoczne pojawienie się gwiazdy na porannym niebie, tuż przed wschodem Słońca, po okresie jej niewidoczności spowodowanej bliskością Słońca na niebie)

Rozjazd między kalendarzem a rytmem przyrody nie był jednak postrzegany jako zagrożenie dla porządku świata; kalendarz cywilny pozostał nieskorygowany. Nie utożsamiano wówczas układu nieba w chwili narodzin z losem człowieka. Skoro czas postrzegano jako koło, a świat nieustannie powracał do swojego początku, nie istniała potrzeba przewidywania przyszłości jednostki.

Obserwacja nieba nie jest bowiem równoznaczna z próbą odczytywania losu z gwiazd. To Mezopotamia jako pierwsza dostrzegła związek między ruchami planet a losem królów, a filozofia grecka wprowadziła pojęcie losu jako kosmicznej konieczności. Na tym gruncie wyrosła astromagia, zakładająca możliwość odwrócenia losu poprzez rytuały, techniki medytacyjne i symboliczne wznoszenie się ku gwiazdom w celu zmiany niekorzystnych zapisów.

Różnica między Egiptem a Mezopotamią jest w tym punkcie zasadnicza. W Mezopotamii planety nie tylko nosiły imiona bogów, lecz były bogami, a ich wpływ na świat ziemski miał religijne umocowanie. W Egipcie natomiast bogowie nie byli jednoznacznie utożsamiani z planetami. Takie identyfikacje pojawiły się dopiero w interpretacjach greckich, próbujących zestawić egipski panteon z własnym.

Proces przejścia ku astrologii był stopniowy. Najpierw dekany zaczęły przyjmować postać istot opiekuńczych, powiązanych z losem i ciałem. Następnie w Egipcie pojawił się zodiak, zapożyczony z tradycji babilońskiej i przetworzony w duchu egipskim. W okresie rzymskim rozwinęła się astrologia predykcyjna.

Monumentalnym świadectwem tej przemiany jest zodiak z Dendery, relief z późnego okresu ptolemejsko-rzymskiego. Przedstawia on dwanaście znaków zodiaku w formie znanej z tradycji babilońsko-greckiej, ujętych jednak w egipski język religijny. Obok znaków pojawiają się dekany, planety oraz bóstwa opiekujące się kosmosem. Zodiak nie zastępuje egipskiej kosmologii, lecz zostaje w nią włączony jako nowy sposób przedstawienia porządku świata. Nie jest to narzędzie prywatnych horoskopów, lecz teologiczny obraz kosmosu jako uporządkowanej całości.

Wraz z upadkiem niezależnego państwa, obcymi podbojami oraz włączeniem Egiptu w świat hellenistyczny, a następnie rzymski, historia przestała być doświadczana jako cykl nieustannego powrotu. Zanikł porządek, dotąd gwarantowany na ziemi przez faraona i rytuał. W schyłkowym okresie dziejów Egiptu, wraz ze wzrostem wpływów obcych kultur, zwłaszcza greckiej, Egipcjanie otworzyli się na astrologię. Ciało ludzkie zaczęło być postrzegane jako odbicie struktury nieba, a los biologiczny jako wpisany w porządek kosmosu. Astrologia stała się odpowiedzią na świat, który przestał powracać w niezmiennym rytmie, oraz na historię, która przestała „kołem się toczyć”. Gwiazdy przejęły funkcję, którą wcześniej pełniły rytuał, kalendarz i władza królewska.

Nie była to jednak nauka tak bardzo starożytna, jak chcieli ją widzieć Grecy i jak do dziś bywa przedstawiana w niektórych publikacjach.


BIBLIOGRAFIA

Hornung, Erik, Egipt ezoteryczny. Tajemna wiedza Egipcjan i jej wpływ na kulturę Zachodu, wyd. 1, Warszawa 2025, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.

Niwiński, Andrzej, Mity i symbole starożytnego Egiptu, wyd. 2 poprawione i uzupełnione, Warszawa 1992, Wydawnictwo Pro Egipt.

Niwiński, Andrzej, Bóstwa, kulty i rytuały starożytnego Egiptu, Warszawa 1993, Wydawnictwo Pro Egipt.

27 stycznia 2026

Z pamiętnika sceptyka


 

Esej niniejszy powstał z potrzeby uporządkowania moich drobnych rozczarowań związanych ze światem zjawisk niezwykłych. Od dzieciństwa fascynowało mnie to, co nieznane, dlatego od lat sięgam po publikacje poświęcone tematom, którym świat nauki poświęca niewiele uwagi. Z czasem zaczęłam jednak natrafiać na wątki budzące moje poważne wątpliwości.

Zauważyłam, że wielu autorów teorii ezoterycznych z wyraźnym upodobaniem odwołuje się do rzekomego dziedzictwa starożytnych lub wręcz mitycznych cywilizacji, czyniąc wsparciem dla swoich tez mgliste „badania” albo wyjątkowo kręty wywód. Argumenty te, choć często atrakcyjne w formie, okazują się trudne do zweryfikowania, a niekiedy oparte raczej na swobodnych skojarzeniach niż na rzetelnych źródłach.

Współczesna technologia, a zwłaszcza łatwy dostęp do międzynarodowych baz artykułów naukowych, pozwala dziś konfrontować tego rodzaju twierdzenia i w wielu przypadkach podać je w poważną wątpliwość. Z drugiej strony kontakt ze zjawiskami, których badacz nie rozumie i w które być może wcale nie wierzy, wymaga zachowania szczególnej ostrożności i bezstronności. Łatwo tu bowiem o pokusę zarówno bezkrytycznej fascynacji, jak i automatycznego odrzucenia.

Istniał jednak, i nadal istnieje, problem znacznie poważniejszy. Zainteresowanie zjawiskami określanymi jako „niezwykłe” bywało i bywa surowo oceniane przez środowiska naukowe. Badacz, który chciał przyjrzeć się im rzetelnie, ryzykował utratę finansowania, ośmieszenie, a niekiedy nawet pozbawienie stanowiska. W efekcie samo podjęcie tematu wymagało odwagi, a każdy krok w tym kierunku wiązał się z realnym niebezpieczeństwem dla dalszej kariery.

Mam świadomość, że naukowe ujęcie zjawisk takich jak telepatia, prekognicja czy fenomeny medialne stanowi duże wyzwanie. Trudności wynikają nie tylko z natury samych zjawisk, co jest zrozumiałe, lecz także z rezerwy, a nierzadko niechęci, środowisk akademickich wobec tematyki wymykającej się standardowym metodom badawczym. Karl Popper pisał, że badacz nie ma ani potwierdzać, ani zaprzeczać, lecz poddawać hipotezy rzetelnym próbom („The Logic of Scientific Discovery”, 1959). Robert K. Merton zauważał z kolei, że nadgorliwość sceptyczna bywa równie ideologiczna jak bezkrytyczny entuzjazm .

Jeśli zatem chcemy cokolwiek ocenić rzetelnie, powinniśmy zachować bezstronność. Emocje są złym doradcą, a oczekiwanie określonego wyniku potrafi wypaczyć każdy osąd. Obiektywna prawda nie ugnie się pod ciężarem naszych życzeń. To my możemy się do niej zbliżyć, o ile damy sobie na to przestrzeń.

A jeśli wyjaśnienia na razie nie ma, należy to przyjąć z pokorą. Być może pojawi się ono później, wraz z rozwojem wiedzy, dojrzałości albo postępem nauki. Pośpiech w ferowaniu werdyktów bywa prostą drogą do kompromitacji, o czym świadczy przykład uczonych przekonanych, że meteory nie mogą spadać z nieba, „bo w niebie nie ma kamieni”. Do tej samej kategorii należą również ci, którzy sądzili, że jazda pociągiem nieuchronnie prowadzi do zawrotów głowy i wymiotów.

25 stycznia 2026

Dlaczego starożytni Egipcjanie nie robiliby noworocznych postanowień?

 

Co roku powtarza się ten sam schemat. Pierwszego stycznia mamy zacząć „nowe życie”. Wdrażamy nowe postanowienia, nowe nawyki, nową dyscyplinę. Kilka tygodni później nic z tego nie zostaje. Czy naprawdę to nasza wina? Brak silnej woli, konsekwencji albo determinacji? 
Spójrzmy na to inaczej i zrozummy wreszcie, że problem nie tkwi w nas, lecz w kalendarzu, a dokładniej w momencie, który uznaliśmy za początek.

W naszej strefie geograficznej styczeń jest środkiem zimy. To czas najkrótszych dni, najniższych temperatur i najmniejszej ilości światła. Przyroda pozostaje w stanie spoczynku. Również ludzki organizm i układ nerwowy nie są wtedy nastawione na intensywne zmiany. Nie wrzuca się ziarna w zamarzniętą ziemię.

Starożytni Egipcjanie budowali swój porządek czasu w oparciu o zjawiska przyrodnicze. Najważniejszym punktem odniesienia był wylew Nilu, opadanie wód, odsłanianie się żyznej ziemi oraz pora zbiorów. Czas nie był dla nich linią, lecz cyklem: wiecznym powrotem w porządku świata. To myślenie było ściśle związane z kultem Ozyrysa, boga śmierci i ponownych narodzin, rozpadu i odtworzenia, zaniku i powrotu życia. To, co obumiera, nie znika, lecz wraca w innej formie, zgodnie z tą samą zasadą.

W tym sensie egipski kalendarz nie służył do mierzenia upływu czasu w nowoczesnym rozumieniu. Jego funkcją było podtrzymywanie kosmicznego ładu i umożliwianie wejścia w odpowiednią fazę cyklu we właściwym momencie. Znaczenie miało nie to, czy data „zgadza się rachunkowo”, lecz to, czy świat funkcjonuje zgodnie z porządkiem. Czy Nil wylewa, kiedy powinien, czy ziemia rodzi, gdy jest na to czas, i czy rytuały są odprawiane zgodnie z ustanowionym ładem.

Egipski rok cywilny miał stałą długość 365 dni. Jego początek został pierwotnie zakotwiczony w heliakalnym (pierwszym porannym pojawieniu się nad horyzontem po okresie niewidoczności spowodowanej bliskością Słońca) wschodzie Syriusza, zwanego w Egipcie Sotis. W chwili tworzenia kalendarza moment ten zbiegał się z początkiem wylewu Nilu. To sprzężenie nie było symboliczne, lecz realne: zjawisko astronomiczne, zjawisko przyrodnicze i początek roku kalendarzowego występowały razem. Dlatego Nowy Rok był rozumiany jako powrót początku czasu, odnowienie porządku świata.

Rok rozpoczynał się pierwszego dnia pierwszego miesiąca pory wylewu, miesiąca poświęconego Thotowi (Dżehuti). Pięć dni poprzedzających Nowy Rok, formalnie nienależących do żadnej pory roku miało charakter szczególny. Był to czas wolny od pracy, okres zawieszenia pomiędzy starym a nowym porządkiem. Tradycja umieszczała w tych dniach narodziny bogów: Ozyrysa, Horusa Starszego, Seta, Izydy i Neftydy. W sensie kosmicznym był to moment ponownego ustanowienia ładu, a nie początek nowego. Z biegiem czasu pierwotne sprzężenie kalendarza z naturą zaczęło się jednak rozchodzić. Egipski kalendarz nie znał lat przestępnych, dlatego jego początek stopniowo przesuwał się względem roku słonecznego, pór roku oraz heliakalnego wschodu Syriusza. Był to naturalny skutek upływu czasu. Co istotne, Egipcjanie nie próbowali tego korygować. nadal obserwowali Nil  i oczywiście dostosowywali się do niego w pracach polowych. Jednocześnie święta i rytuały były odprawiane zgodnie z niezmiennym kalendarzem. Zjawiska przyrodnicze regulowały działanie, kalendarz regulował porządek rytualny. Te dwa porządki funkcjonowały obok siebie. Nie uznawano tego za sprzeczność.
Kalendarza nie zmieniono, ponieważ jego struktura była postrzegana jako ustanowiona zgodnie z kosmicznym ładem Maat. Zmiana kalendarza oznaczałaby ingerencję w porządek świata, a nie jego naprawę. Kalendarz miał trwać, nawet jeśli natura poruszała się dalej w swoich cyklach. 

Dziś posługujemy się globalnym kalendarzem, opartym na rachunku astronomicznym i korygowanym latami przestępnymi tak, aby zgadzał się z rokiem słonecznym. Mimo tej rachunkowej precyzji początek roku, pierwszy stycznia, nie ma żadnego realnego zakotwiczenia w cyklu przyrody. Dla jednych jest to środek zimy, dla innych pełnia lata. Z punktu widzenia natury nie dzieje się wtedy nic istotnego. 

Paradoks polega na tym, że Egipcjanie, choć ich kalendarz z czasem rozszedł się z naturą, nie stracili z oczu rytmu przyrody. My natomiast utrzymujemy kalendarz w zgodzie z ruchem Ziemi, a jednocześnie ignorujemy biologiczny i sezonowy rytm, którego jesteśmy częścią. Oczekujemy od siebie maksymalnego działania w momencie, gdy przyroda pozostaje w stanie spoczynku.

Astrologia, która wyrosła z astronomii, zachowała starszą logikę. Dla niej początek roku nie przypada   w styczniu, lecz w momencie równonocy wiosennej, gdy dzień zaczyna wyraźnie wygrywać z nocą. Zima jest czasem oczekiwania, porządkowania i przygotowania intencji. Działanie ma sens dopiero wtedy, gdy pojawiają się ku temu warunki.

Fiasko styczniowych postanowień  nie jest więc dowodem słabości charakteru. Możemy żyć w systemie administracyjnym, ale funkcjonujemy w systemie naturalnym. Ten system nie resetuje się pierwszego stycznia. Działa w rytmie światła, pór roku i biologii. Jeśli chcemy realnie zmienić coś w naszym  życiu, musimy, jak dawniej patrzeć nie tylko w kalendarz, lecz także na to, co dzieje się w świecie i w nas samych. 






 

12 stycznia 2026

Astrolog wpisany w koło historii Anglii

 

 

 

 

 Astrolog w czasach rewolucji

William Lilly (1602-1681) praktykę rozpoczął około czterdziestki – i akurat wtedy w Anglii wybuchła rewolucja przeciwko królowi Karolowi I.
 Lepszego momentu na rozpoczęcie praktyki trudno szukać.

„Jak trwoga, to do astrologa.” Przyjmował wszystkich – ubogie dziewczęta służebne, panny na wydaniu, marynarzy, właścicieli pubów. Był też lekarzem. Złośliwi mówili o nim siku-prorok, ponieważ stawiał zdrowotne diagnozy horarne w chwili, gdy klient przynosił mu próbkę moczu.

Młode kobiety pytały: „Czy wyjść za tego kandydata?” Starsi: „Co z moim synem?” Zdarzały się też porady polityczne, bo Lilly zaczął praktykę właśnie w czasie wielkich niepokojów – rewolucji Olivera Cromwella.

Jego prognozy były trafne i – zwłaszcza na początku – niedrogie. Może dlatego, że sam pochodził z ubogiej rodziny, a los odmienił się dzięki nadzwyczajnym okolicznościom: poślubił wdowę po swoim chlebodawcy.

Astrologiczna praktyka rozkręciła się na dobre w czasie rewolucji. Podobno Lilly doradzał Cromwellowi – i dlatego rewolucja zwyciężyła, a król został obalony i ścięty.

Lilly nie ograniczał się tylko do astrologii horarnej, czyli spraw jednostkowych. Publikował również prognozy mundalne – dotyczące całych państw. Przewidział wyrok i śmierć Karola I Stuarta oraz pożar Parlamentu.

Jego zdolności prognostyczne, obok sukcesów, przyniosły mu też kłopoty. Skoro przewidział pożar Parlamentu, to – według niektórych – musiał być osobiście odpowiedzialny. Sam Cromwell nie raz wyciągał astrologa z tarapatów.

Wpływ Lilly’ego na losy Anglii widać w historii. Kampania Parlamentarna – z początku zbieranina zwolenników rewolucji – była gotowa do starcia z wojskiem króla już w kwietniu 1645 roku, a jednak czekała do czerwca z rozpoczęciem bitwy pod Naseby, po której Karol został pojmany i postawiony przed sądem.

Współcześni historycy, lekceważący astrologię, często dziwią się tej zwłoce. Dlaczego Parlament czekał, skoro miał przewagę? Odpowiedź brzmi: to Lilly wyznaczył datę. Zajrzał do horoskopu króla Karola (nie wiadomo, skąd go miał) i obliczył dyrekcje prymarne. Wskazywały one, że czerwiec 1645 roku będzie dla monarchy szczególnie fatalny.

W swoim almanachu Lilly pisał:

„Dziesiątego lub jedenastego czerwca przypadkowo może spotkać nieszczęście jednego z wielkich Anglii, i to wcale nie byle kogo… Niebiosa przez pewien czas groźnie patrzą na naszych wrogów… Zjednoczmy się całkowicie, bo mamy ku temu wielki powód, a wtedy, jeśli będziemy walczyć, zwycięstwo przyjdzie niespodziewanie… Bez wątpienia dzień należy do nas, jeśli Bóg da nam mądrość, by dobrze wykorzystać czas.”

Po restauracji monarchii rojaliści nieskutecznie próbowali oczerniać lub wykpiwać Lilly’ego. 

Astrolog Cromwella wycofał się z polityki i powrócił do tego, co robił, zanim stał się Wielkim Lillym – doradzania ludziom. Na swojej praktyce nieźle zarobił i kupił niewielką posiadłość w Hersham w hrabstwie Surrey, gdzie prowadził praktykę medyczno-astrologiczną.

Zmarł w 1681 roku. 

W 2003 roku umieszczono tablicę pamiątkową obok nieczynnej stacji metra Aldwych przy Strand. 
Lilly mieszkał w domu stojącym w tym miejscu w latach 1627–1665.

 

Aby otrzymać tzw. „tablicę westminsterską”, trzeba być wysoko cenionym w swoim zawodzie, wnieść pozytywny wkład w dobro lub szczęście ludzkości, a także być rozpoznawalnym dla dobrze poinformowanego przechodnia lub zasługiwać na uznanie ogólnonarodowe. Pierwszą osobą uhonorowaną w ten sposób był Winston Churchill; inni to m.in. Oscar Wilde i pionier komputerów Charles Babbage. Lilly został 53. wyróżnionym  i pierwszym astrologiem, który otrzymał taką tablicę.

📖 Źródła:

    Catherine Blackledge, The Man Who Saw The Future. A Biography of William Lilly, the 17th-Century Astrologer who Changed the Course of the English Civil War. www.astro.com
     

    zdjęcia  Wikipedia public domain by age (Lilly died in 1681).

03 stycznia 2026

Astrologia, Chat GPT i próby uporania się z moimi wątpliwościami



Wraz z popularyzacją sztucznej inteligencji pojawiło się przekonanie, że dostęp do wiedzy stał się niemal nieograniczony. Wystarczy zadać pytanie, a odpowiedź pojawia się natychmiast. Teoretycznie powinno to prowadzić do wzrostu poziomu wiedzy i krytycznego myślenia. W praktyce jednak dzieje się coś odwrotnego. Głupota nie tylko nie znika, ale często staje się głośniejsza, lepiej zorganizowana  i, co istotne, bardziej opłacalna. 

Nie jest to zjawisko nowe. Internet od dawna zawiera zarówno treści wartościowe, jak i zupełne bzdury. Nowe jest jedynie tempo i skala ich rozpowszechniania. Sztuczna inteligencja nie zmieniła i nie zmieni ludzkiej natury. Model językowy nie jest autorytetem i nie posiada wiedzy w sensie ludzkim. Nie odróżnia prawdy od fałszu ani rzetelnego źródła od popularnej bzdury. Operuje wyłącznie wzorcami językowymi obecnymi w danych na których został wytrenowany. Jeśli w danej dziedzinie panuje chaos pojęciowy, algorytm ten chaos odtworzy. Jeśli dominują uproszczenia i emocjonalne narracje, one również zostaną wzmocnione. 

Astrologia jest dziedziną szczególnie podatną na ten mechanizm. Brak jednego kanonu, wielość szkół, historyczna zmienność pojęć oraz ogromna liczba tekstów popularnych sprawiają, że te same terminy funkcjonują dziś w zupełnie różnych znaczeniach. W takich warunkach model językowy nie ma możliwości rozstrzygania sporów merytorycznych ani hierarchizowania tradycji. Może jedynie odtwarzać zastane wzorce językowe wraz z całym ich bałaganem. W tym miejscu pojawia się kwestia odpowiedzialności. To nie sztuczna inteligencja decyduje o źródłach, z których korzysta. Decyduje o tym użytkownik. To on określa ramy metodologiczne, wybiera tradycję, dopuszcza lub nie dopuszcza łączenia szkół, formułuje pytanie i definiuje zakres odpowiedzi. Ogólne pytanie skutkuje ogólną odpowiedzią. Brak rygoru po stronie użytkownika prowadzi do mieszaniny pojęć, którą algorytm jedynie porządkuje językowo. 

Często zarzuca się sztucznej inteligencji, że „zawsze chwali” i przytakuje użytkownikowi, niezależnie od jakości jego rozumowania. W rzeczywistości jest to efekt sposobu zadawania pytań. Jeśli użytkownik formułuje tezę i oczekuje jej potwierdzenia, otrzyma potwierdzenie. Jeśli natomiast prosi o weryfikację, dopuszcza możliwość błędu i jasno określa, że zależy mu na korekcie, odpowiedź wygląda zupełnie inaczej. Narzędzie nie myśli za człowieka, ale bardzo skutecznie ujawnia, czy człowiek myśli sam. 

ChatGPT nie zna dzisiejszej pogody ani aktualnej sytuacji politycznej. Pamiętajmy jednak, że model językowy nie zna sytuacji bieżącej i nie ma dostępu do aktualnych danych. Nie można więc pytać go o prognozę pogody ani żądać rzetelnego opisu aktualnych wydarzeń politycznych. W tym sensie różni się on zasadniczo od komputera pokładowego znanego z „Star Trek”, który w fikcji dysponuje aktualnymi danymi i reaguje w czasie rzeczywistym. Problem staje się poważniejszy wtedy, gdy odpowiedzi brzmią tak, jakby były oparte na bieżących informacjach, podczas gdy w rzeczywistości są jedynie uogólnieniami wynikającymi z wcześniejszych wzorców. Nie jest to wiedza empiryczna, lecz rozumowanie statystyczne. Narzędzie nie sygnalizuje samoistnie granicy między brakiem wiedzy a przypuszczeniem opartym na prawdopodobieństwie. Nie jest to kwestia intencji, lecz konstrukcji modelu. Tym większa odpowiedzialność spoczywa więc na użytkowniku, który musi wiedzieć, w jakich obszarach jedyną uczciwą odpowiedzią pozostaje: „nie wiem”. W tym kontekście pojawia się wrażenie, że ChatGPT „prorokuje”. Nie wynika ono jednak z dostępu do przyszłości ani z jakiejkolwiek formy intuicji, lecz z pracy na wzorcach historycznych. Znając przeszłość, można z pewnym prawdopodobieństwem przewidywać kierunek rozwoju zdarzeń. Trafność takich przewidywań nie opiera się na objawieniu, lecz na rozpoznaniu powtarzalności procesów. Można tu przywołać słowa z pieśni Jacka Kaczmarskiego ...„pamiętamy, co było, więc wiemy, co będzie”... Nie jako deklarację determinizmu, lecz jako skrót myślowy opisujący mechanizm wnioskowania o przyszłości na podstawie przeszłości. 

Dokładnie na tej samej zasadzie działa dobra prognoza astrologiczna. Astrolog nie „widzi przyszłości”. Zna przeszłość: historię pojęć, reguł, cykli, analogii oraz kontekst, w jakim powstały stosowane techniki. Bez tej wiedzy prognoza staje się zgadywaniem. Z nią jest rozumowaniem opartym na prawdopodobieństwie, a nie na objawieniu.

Nie mam powodu ukrywać, że korzystam ze sztucznej inteligencji. Korzystam z niej świadomie i w jasno określony sposób. Nie po to, by zastępowała moje źródła ani podejmowała decyzje interpretacyjne, lecz po to, by porządkowała materiał, z którym pracuję, i pomagała mi sprawdzić, czy poprawnie rozumiem to, co czytam. Dotyczy to zwłaszcza obszarów technicznych, takich jak geometria sferyczna czy zagadnienia obliczeniowe, które są nieodłączną częścią astrologii i wymagają dużej precyzji. Praca wygląda prosto: cytuję konkretny podręcznik, wskazuję fragment i sprawdzam krok po kroku sens pojęć oraz konsekwencje logiczne. Nie proszę o interpretację „od siebie”, lecz o uporządkowanie relacji między elementami już obecnymi w źródle. Narzędzie porusza się wyłącznie w ramach, które mu wyznaczę. Publikacje naukowe i źródłowe są akceptowalne, treści popularne i internetowe uproszczenia odrzucam. Można to porównać do pieczenia ciasta. Jeśli użyje się złych składników albo niewłaściwych proporcji, efekt będzie niesmaczny. Nikt jednak nie obwinia piekarnika. Ze sztuczną inteligencją jest podobnie. Jakość wyniku zależy od jakości materiału wejściowego i kompetencji osoby, która z narzędzia korzysta. 

Problem, który obserwujemy, nie jest więc problemem technologicznym. Jest problemem kulturowym i poznawczym. Wielu ludzi nie chce weryfikować informacji, nie toleruje niepewności i nie szuka prawdy, lecz potwierdzenia własnych przekonań. Sztuczna inteligencja nie czyni nikogo mądrzejszym ani głupszym. Nie psuje astrologii i nie jest dla niej zagrożeniem. Jest lustrem. Pokazuje, kto rzeczywiście pracuje ze źródłami, kto potrafi zadawać pytania i przyjmować korektę, a kto jedynie chce mieć rację. Odpowiedzialności za myślenie nie da się zautomatyzować. I żadna technologia tego nie zmieni.




03 września 2025

Moi mistrzowie



Fascynuje mnie astrologia horarna, jej precyzja i uniwersalność. Nie jest łatwa, ale za to szybko konfrontuje się z rzeczywistością. Raz, dawno temu, miałam już w ręku książkę o astrologii horarnej, ale odrzuciłam ją, bo wydawało mi się niemożliwe, jak układ gwiazd w momencie stawiania pytania może kryć odpowiedź. Być może to nie był jeszcze odpowiedni moment.

Drugi raz zetknęłam się z tym rodzajem astrologii na wykładzie Johna Frawleya w Polskim Towarzystwie Astrologicznym. Mistrz Frawley niezwykle plastycznie opisał pewną historię, jej głównych bohaterów i przedstawił to wszystko, bazując jedynie na wykresie horoskopu z momentu postawienia pytania. Było to fascynujące, ale w tamtym czasie dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Ziarenko jednak zostało zasiane. Po lekturze książki Johna Frawleya o astrologii horarnej kolejny jego wykład był już bardziej zrozumiały. Sposób logicznego wywodu wynikającego z położenia planet w znakach i domach, recepcji, aspektów aplikacyjnych i separacyjnych, uściślania się aspektu w efemerydach – był i jest niezwykle fascynujący. Dedukcja godna Sherlocka Holmesa.

Frawley we wstępie do swojej książki wspomina Olivię Barclay, która w 1980 r. (za Wikipedią) zdobyła Christian Astrology napisaną w XVII w. przez Williama Lilly’ego. Ten rodzaj astrologii zafascynował ją do tego stopnia, że zaczęła tę książkę rozpowszechniać, a wkrótce sama założyła szkołę astrologii horarnej, która wykształciła wielu wybitnych angielskich astrologów. A wspomniany William Lilly to prawdziwy mistrz astrologii horarnej. Jego almanachy były niezwykle popularne, a on sam musiał odpierać zarzuty o stosowanie czarów, ponieważ nikomu nie mieściło się w głowie, że można stawiać tak precyzyjne prognozy.

Ostatnio też przeczytałam książkę Alexeya Borealisa Predictive Astrology Textbook – doskonale napisany, obszerny podręcznik astrologii horarnej i metody Morinusa, na razie dostępny jedynie w języku angielskim i rosyjskim. Alexey Borealis dokładnie tłumaczy, jak w praktyce stosować astrologię horarną. Nadto wnosi własny znaczący wkład do jej rozwoju, doskonale uzupełniając i twórczo rozwijając metody Frawleya, którego jest zresztą uczniem. W drugiej części książki omawia teorię Morinusa, która jest obecnie w krajach anglosaskich top trendy. Podejście to, oparte na specyficznie rozumianej determinacji planet w domach i znakach oraz na tzw. mundalnych dyrekcjach prymarnych, jest w Polsce zupełnie nieznane, chociażby z racji braku programów umożliwiających stosowne obliczenia. Trzeba samodzielnie wykonywać je na Excelu, ale wyniki są godne poniesionego wysiłku. Jest to chyba najdokładniejsza metoda umożliwiająca przewidywanie wydarzeń.


zdjęcie wygenerowane przez RaphaelAi


12 sierpnia 2025

Czy sztuczna inteligencja zastąpi astrologa?


Chat jest doradcą nie szefem. Pomaga ale nie kieruje

Sztuczna inteligencja wzbudza dziś jednocześnie zachwyt i lęk. Jedni traktują ją jak wygodne narzędzie, inni jak wyrocznię, a są i tacy, którzy przypisują jej cechy niemal nadprzyrodzone.

Od miesięcy obserwuję ChatGPT. Oto moje wnioski.

ODPOWIEDŹ UKRYTA W PYTANIU

Jeżeli ktoś zadaje rozbudowane pytanie, zawierające kontekst, emocje i oczekiwania, ChatGPT często odpowiada trafnie dlatego, że odpowiedź już w tym pytaniu się znajduje.
To nie jest wiedza. To echo.

KOMPLEKS WSZECHWIEDZY

ChatGPT nigdy nie mówi „nie wiem”. Gdy brakuje mu danych, zgaduje.
Zgaduje przy tym z pełnym przekonaniem o trafności odpowiedzi, co w astrologii czy tarocie bywa szczególnie mylące.

Dobry astrolog potrafi powiedzieć, że potrzebuje więcej informacji. AI tego nie robi.

ZŁUDZENIE SPÓJNOŚCI

Najgroźniejsze jest to, że nawet gdy AI się myli, brzmi logicznie.
Opisy kart tarota, pozycje planet w znakach i domach to dane ogólnodostępne, które łatwo połączyć w spójny opis.

Problem zaczyna się wtedy, gdy gotowej odpowiedzi nie ma. Wówczas AI tworzy własną interpretację, której pochodzenia nie sposób ustalić.

 ŁĄCZENIE ŹRÓDEŁ-MIECZ OBOSIECZNY.

Zaletą ChatGPT jest zdolność łączenia informacji z wielu źródeł. Wadą jest to, że użytkownicy bezkrytycznie przyjmują te odpowiedzi jako prawdę.

AI potrafi wytworzyć zarówno informację rzetelną, jak i fikcję, z identycznym przekonaniem o ich słuszności.

ZANIK SAMODZIELNEGO MYŚLENIA

Coraz mniej osób chce samodzielnie myśleć. Zamiast sprawdzić informacje, pytają ChatGPT i otrzymują logiczną, ładnie napisaną odpowiedź, bez reklam, dopasowaną do listu, e-maila czy wypracowania.

Podobnie dzieje się w psychologii. Rośnie liczba osób, które szukają wsparcia emocjonalnego u AI, bo jest to łatwiejsze, szybsze i darmowe lub dostępne za miesięczną opłatą.

DEZINFORMACJA W PĘTLI

ChatGPT potrafi podać fałszywe źródła i przypisać autorom słowa, których nigdy nie napisali.

Jeśli ktoś stworzy na tej podstawie pracę naukową, a inny użytkownik zapyta o ten sam temat, model może sięgnąć do tej pracy. W ten sposób fałsz zaczyna żyć własnym życiem.

ZNACZENIE KONTEKSTU

Istnieją aplikacje do rozpoznawania roślin czy ptaków, które uwzględniają lokalizację i zawężają zakres możliwych wyników.

ChatGPT używany w astrologii takiego kontekstu nie zna. Nie wie, w jakiej rodzinie się urodziłeś, jakie masz wykształcenie czy środowisko społeczne, o ile mu tego nie powiesz. Może jedynie zgadywać i nie przyzna się, że zgaduje.

Profesjonalny astrolog pyta o kontekst, ponieważ interpretacja kosmogramu wymaga doświadczenia i rozumienia realiów życia. Z podobnych układów planet mogą wynikać różne wnioski. Sztuka polega na wyborze właściwego.

BRAK OKREŚLENIA PRAWDOPODOBIEŃSTWA TRAFNOŚCI

Aplikacje rozpoznające rośliny czy głosy ptaków podają procent prawdopodobieństwa trafienia. ChatGPT tego nie robi.

Odpowiada zawsze z tą samą pewnością siebie, niezależnie od tego, czy ma solidne podstawy, czy jedynie zgaduje.

NARZĘDZIE NIE ZASTĘPUJE UMIEJĘTNOŚCI

Tak jak kalkulator nie zastępuje znajomości tabliczki mnożenia, a komputer nie zastępuje inżyniera czy lekarza, tak AI nie zastąpi wiedzy astrologa.

Narzędzie może przyspieszyć pracę, ale nigdy nie zastąpi umiejętności wyboru właściwego wniosku. Syntezator nie wyeliminował orkiestr, a elektroniczne pianino nie zamknęło filharmonii. Podobnie syntezatory głosu nie odebrały pracy prawdziwym śpiewakom.

WNIOSEK KOŃCOWY

Rzetelnego astrologa AI nie zastąpi. Może natomiast być pożytecznym narzędziem, które używane świadomie i z krytycyzmem staje się cennym pomocnikiem.




25 czerwca 2025

Koronacja króla Wielkiej Brytanii w tekście Charubela

Podczas niedawnej koronacji króla Karola III, 6 maja 2023 r., w Opactwie Westminsterskim  mogliśmy zobaczyć wielu oficjeli w wyjątkowo uroczystym wydaniu. Szczególną uwagę całego świata zwróciła wytworna dama, trzymająca wielki Miecz Stanu (Sword of State) – brytyjski Szczerbiec. Tę niezwykle ważną podczas ceremonii funkcję miecznika (The Sword of State Bearer) pełniła Penny Mordaunt (ur. 1973) - jako pierwsza kobieta w historii Zjednoczonego Królestwa. Jest to znana polityczka, członkini rządu Liz Truss, przewodnicząca Izby Gmin, mająca honorowy tytuł Lorda przewodniczącego Rady (Lord President of The Council).

Na ilustracji Penelope Mary "Penny" Mordaunt trzymająca Miecz Stanu. Następnie otrzymuje od króla Miecz Ofiarowania.

 



PS. Alexander Dumas w „Trzech Muszkieterach 20 lat później” pisze, że pewien  człowiek przebrał się za kata, aby ściąć głowę króla Karola I. Nazywał się Mordaunt. I tak oto jego krewna trzymała miecz na koronacji także Karola, tyle że Trzeciego, w zupełnie innym celu… Notabene Miecz Stanu został wykonany zaledwie w XIX w., nie to samo co nasz Szczerbiec, pochodzący co najmniej z I poł. XIII w.


Jakby mniej eksponowany podczas koronacji Karola III był chorąży Anglii (The Standard Bearer of England). Oficjalny sztandar Anglii niósł w procesji Francis Dymoke (1955-2023), 34 Lord Scrivelsby i 8 Lord Tetford, Niestety zmarł parę miesięcy po koronacji. Rodzina Dymoke pełni nieprzerwanie funkcję chorążego Anglii i dzierży posiadłość w Scrivelsby (Lincolnshire) od czasów Wilhelma Zdobywcy, czyli od 1066 r. - tak !!! Wiąże się ona z dziedzicznym honorowym tytułem feudalnym: The King's Champion (ewentualnie The Queen's Champion). Miał on obowiązek wyzwać na pojedynek każdego, kto śmiałby kwestionować legitymację nowego władcy. Ostatni taki przypadek miał miejsce w 1821 r., przy okazji koronacji Jerzego IV.

 

 




Charubel, przesycony kulturą wiktoriańskiej Wielkiej Brytanii, tak opisuje 27 stopień Wodnika:

„Chorąży Anglii. Oznacza lidera narodu, osobę publiczną lub może reformatora.”


Na ilustracji chorąży Anglii, Frank S. Dymoke, bodajże 31 Lord of the Manor of Scrivelsby, na koronacji Jerzego V w 1910 r. (pierwszy z lewej).





24 czerwca 2025

Fragmenty "Symboliki stopni zodiaku" Sephariala



23° Bliźnięta

„Stary dąb, bez liści i kory, roztrzaskany przez burze, które jednak przetrwał. Stoi samotnie wśród bezludnych wrzosowisk. Człowiek przez swoje własne działania lub zewnętrzne okoliczności zostanie opuszczony przez krewnych i przyjaciół. Napotka wiele przeciwności losu. Burze życia wypalą mu serce do cna i zniszczą jego charakter, zanim młodzieńcze marzenia dojrzeją w nim, by go chronić przed utratą liści. Stopień OPUSZCZENIA.”

Wiekowy dąb, zwany Jagiellonem, w rezerwacie Krzywa Góra w Puszczy Kampinoskiej. Częściowo zwalony, ale jeszcze stoi.



1° Lew

„Lew stojący na wzgórzu patrzy na wschodzące słońce. Symbol człowieka o szczególnej godności osobistej, bardzo niezależnego, nieustraszonego, szlachetnego i miłującego wolność. Osoba ta jest ambitna i czasem zazdrości innym zaszczytów, będąc sama obiektem pochwał i pochlebstw. Ma chęć rządzenia innymi, jednocześnie zachowując samokontrolę. Zostanie wręcz nadętym despotą, chyba że ma dobre serce. To jest stopień GODNOŚCI.”

Szlachetny Lew Aslan z „Opowieści z Narnii” C. S. Levisa (1898-1963). Albo Disneyowski Król Lew. Potężny symbol z kultury popularnej. Proponuję trzy zdjęcia. Które wolicie?


 



2° Lew

„Chorągiewka lub proporczyk, taki jak wimpel używany przez marynarzy do określania kierunku wiatru. Oznacza osobę o usposobieniu chwiejnym i niepewnym, słabą psychicznie. Ciągle zmienia opinie. Zwykle przychyla się do przeważających poglądów, jest niezdolna do jakiejkolwiek stałości i niezależności. Urodzony będzie doświadczać dziwnych kaprysów losu. Zechce wędrować, wielokrotnie zmieniając miejsca pobytu i ciągle nie będzie miał zapewnionego spokoju ducha. Czasami jest wyjątkowo optymistycznie nastawiony, a zaraz potem nerwowy i przygnębiony. Poczyni niewielki postęp i nie rozwinie się. Jest to stopień SŁABOŚCI."

Wielka Brytania zawsze była państwem morskim, „panującym nad falami”, jak głosi brytyjska pieśń o charakterze hymnicznym ”Rule Britannia”. Stąd w tekście Sephariala i Charubela pełno jest obrazów morskich i terminologii marynarskiej. Notabene każdy kto czytał polską literaturę marynistyczną, zwłaszcza kpt. Karola Olgierda Borchardta (1905-1986), wie że statek idzie po morzu, a nie płynie. Płynie zupełnie co innego. Ja czytałam 😀 

 


Więc cóż to jest wimplel? W Polsce trzeba by mówić o chorągiewce na wietrze, a nie o wiatrowskazie na maszcie okrętu. Tutaj akurat w wersji duńskiej.




15° Lew

„Stojąca postać podobna do anioła Słońca (Archanioł Michał). Uderza ziemię czubkiem swego ognistego miecza. Wskazuje człowieka o zupełnie wyjątkowych zdolnościach w jakimś szczególnym kierunku. W nim jest władza nad ludźmi. Umysł ambitny i świadom swych możliwości, które są nieprzeciętne ,jednakże nie wykorzystuje ich do czerpania nienależytych korzyści. W pewnej dziedzinie urodzony stanie się postacią imponującą lub może uczynić coś, co będzie domagać się szerokiego uznania. Temu stopniowi towarzyszą moc i władza, i sława. Oto stopień ZWIERZCHNICTWA."

Czy wiecie co to jest linia Archanioła Michała? Jest to idealna prosta, która na mapie łączy sanktuaria Archanioła Michała od Irlandii aż do Izraela. To jest fakt, a nie interpretacja. Zdumiewające. Ma to być rysa od uderzenia miecza Archanioła, walczącego z szatanem.




22° Panna

„Kobieta przeglądająca się w lustrze. Jest piękna, jednakże coś złego czai się w jej oczach i postawie. Osoba zmysłowa, łasa na pochlebstwa, próżna, podatna na złe wpływy. Ryzyko zejścia na złą drogę. Jeżeli urodzony nie wykaże się siłą moralną i nie zdoła kontrolować swych zgubnych instynktów, związki z płcią przeciwną przyniosą mu hańbę i niesławę. To dotyczy zarówno mężczyzn jak i kobiet. Jest to stopień ZMYSŁOWOŚCI.”

Piękność Petera Paula Rubensa (1577-1640). Wenus - obfitość przelewająca się. Proszę bardzo.



29° Panna

„Mężczyzna w kardynalskich szatach. Energiczny, wybuchowy, o naturze samotnika, obdarzony dużą wyobraźnią i zdolny do kreatywnej pracy. Ma skłonności do ceremonialnej religijności. Może czasem ulegać podszeptom zmysłowej natury, ale panuje nad nimi dzięki zdolności do samokontroli. Jest to stopień KLERYKALIZMU.”

Przez klerykalizm (w oryg. ECCLESIASTICISM) można rozumieć szacunek dla instytucji kościelnych lub upodobanie do religijnej celebry. Jako ilustracja niech posłuży nieco ironiczny obraz belgijskiego akademika Georgesa Croegaerta (1848-1923).



12° Strzelec

„Piękna kobieta wypoczywająca na łożu. Umysł pławiący się w rozkoszy zmysłów. Sensualny, folgujący sobie sybaryta. Jest gnuśny, lecz żądny zaszczytów i bogactwa. Przyjemności zmysłowe okażą się dlań ułudą i pułapką, wiodąc go z jednej słabości w drugą, aż wreszcie popadnie w przedwczesne zniedołężnienie i nieporadność. Nie będzie miał już dość siły aby się podnieść. Kobieta mająca zaznaczony ten stopień powinna być otoczona czułą opieką i troską. Stopień ZMYSŁOWOŚCI.” 

Dysponuję ilustracją idealnie tu pasującą. Co ciekawe, pani na zdjęciu ma na sobie bardzo eleganckie, trzeba przyznać, ubrania uszyte z materiałów z UNRRA. Administracja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy była gł. amerykańską agencją pomocową, przesyłająca różne dary, działająca po wojnie (1945-1947) m.in. w Polsce, a wspominaną w naszej rodzinie z estymą i wdzięcznością jako „Ciocia Unrra”.




4° Koziorożec

„Lampa westalki płonąca jasnym ogniem. Umysł wzniosły i wyjątkowy, oddający się przede wszystkim studiom nad sprawami ducha. Mamy tutaj do czynienia z aspiracjami i intuicją w stopniu najwyższym. Urodzony zechce w ciszy swej izdebki szukać klucza do wielu najwyższych tajemnic ludzkiego życia i umysłu – i go znajdzie. Osiągnie wysoką pozycję w jakiejś sferze i zostanie niekwestionowanym liderem dla ludzkości, formującym umysły. Od tego, co tylko światowe i plugawe jego myśl będzie stronić. Zostanie obdarzony intuicyjną percepcją prawd wiecznych. Oto stopień INICJACJI.”

Lampy oliwne z postacią westalki (ang. vestal lamp) są spotykane w angielskiej XIX-w. ceramice Wedgwooda. Westalki były w starożytnym Rzymie otoczonymi szczególnym szacunkiem dziewiczymi kapłankami bogini ogniska domowego Westy. Westalkę nader rzadko przedstawia się z lampą. Typowym atrybutem, oprócz stroju z welonem i amfory, jest ogień podtrzymywany przez nią na ołtarzu bogini.

Kapłankę Westy z płonącą lampą, wspaniałe wyrzeźbioną przez Raffaele Montiego (1818-81) Sepharial zapewne mógł też zobaczyć w Chatsworth House w Derbyshire.





14° Wodnik

„Zniszczony most łączący brzegi wartkiego strumienia. Symbol człowieka, który będzie nękany nieprzewidzianymi niebezpieczeństwami. Powinien zatem czujnie i z należytą rozwagą poruszać się po wąskich ścieżkach życia, pełnego walki o byt. Kiedy dożyje do wieku średniego, nastąpi wielka katastrofa, wskutek której albo straci sprawność w kończynie, albo całkowicie ucierpią wszystkie jego sprawy. Stanie więc w obliczu kolapsacji i może wpakować się w spore kłopoty. Jest pewien, iż w znaczący sposób służy innym, może być nawet autorem bardzo mądrych poradników, ale jednak sam będzie potrzebować pomocy i wsparcia prawie do końca swych dni, chociaż niemal od dzieciństwa musiał być samowystarczalny. Stopień KOLAPSACJI.”

Oto zdjęcie zawalonego przez powodzie i ze starości mostu nad potokiem gdzieś w Tatrach. Trzeba uważać aby przypadkiem po nim nie przechodzić. Ale trudno go znaleźć... Musisz się natrudzić, aby trafić w życiu na taki kompletnie załamany mostek. Zawsze jest nadzieja. Więc tako radzi Charubel: „Nie załamuj się i studiuj swój horoskop” (20° Lew). Nie ulegajmy determinizmowi!







Fragmenty "Symboliki stopni zodiaku" Charubela


 
 


 

„Gdziekolwiek jest prawda, tam jest jej symbol; symbole są bardziej prawdziwe niż język, bardziej elokwentne niźli poezja, bardziej sugestywne od definicji i najbardziej wartościowe, ponieważ raczej wskazują na Nieznane, aniżeli odwzorowują Znane."

Ten cytat z pism Towarzystwa Teozoficznego („Doktryna chrześcijańska w rozumieniu mistyków”) jest umieszczony jako motto do trzeciego brytyjskiego wydania ''The Degrees of The Zodiac Symbolised”Charubela (i Sephariala). Dla Państwa zachęty publikuję fragmenty tej jakże przydatnej książki. Ostatnio wydało ją po polsku Polskie Towarzystwo Astrologiczne. Mam przyjemność być współautorką tłumaczenia.


21° Bliźnięta

„Podróżny z trudem brnący pośród straszliwej śnieżnej burzy. Idzie naprzód w nadziei dotarcia do schronienia, lecz burza wzmaga się, staje się coraz ciemniej i ciemniej. Śmiałek zatraca się w ciemnościach. Ten symbol mówi sam za siebie. Słońce, które zachodzi w jednym miejscu globu, gdzie indziej wschodzi .”

Obraz ten przywodzi na myśl historię wielkiego austriackiego himalaisty Hermanna Buhla (1924-1957).Był on pierwszym w historii zdobywcą ośmiotysięcznika – w 1953 r. wszedł na Nanga Parbat (8126 m) w Himalajach, a parę lat później na Broad Peak (8047 m) w Karakorum. Następnie próbował zdobyć położony niedaleko dziewiczy szczyt Chogolisa II (7654 m). Będąc już bardzo blisko wierzchołka spadł z nawisem śnieżnym w przepaść i nigdy go nie odnaleziono. Oto zdjęcie grani Chogolisy z urywającym się śladem Buhla.




14° Rak

„Żongler występujący przed publicznością i jego rekwizyty. Stopień sygnifikuje tego, kto jest wszechstronnie uzdolniony. Nigdy nie jest pozbawiony środków do życia. Może zawsze zaangażować swój umysł do dowolnego zadania, a ręce – do dowolnej pracy.”

W tym stopniu ascendent ma najbogatszy człowiek na świecie, czyli Elon Musk. Zwrócił na to uwagę Pan dr Piotr Piotrowski, prezes Polskiego Towarzystwa Astrologicznego i wydawca naszej książki, w swym artykule w ostatnim lipcowym numerze Nieznanego Świata. Musicie przyznać że idealnie pasuje. Zamiast zdjęcia ogólnie znanej twarzy Elona Muska proponuję obraz angielskiego malarza holenderskiego pochodzenia Lawrence'a Alma-Tademy (1836-1912), znanego z nadzwyczaj wiernych przedstawień starożytności. Namalował oto takiego egipskiego żonglera.




19° Rak

„Człowiek z książką leżącą przed nim, chyba bardzo starą. Ma wygląd jak z dawnych portretów. Osoba poświęcająca się studiom, głęboki myśliciel, zdolny borykać się z zawiłymi zagadnieniami .Kocha swe książki, a jego badania służą raczej własnej satysfakcji. Nie ma zamiaru wydawać ich drukiem. Jest wolny od tego szaleństwa.” 

Czyż to nie jest Faust w wersjach z różnych wieków? Chociażby na obrazie naszego Franciszka Żmurki (1859-1910).


25° Rak

„Gonna sosna, bardzo wyniosła. Szlachetny człowiek. Umysł o wielkich aspiracjach. Jego korzystny wpływ da się odczuć nie tylko w jego najbliższym otoczeniu. Czyny będą przemawiać głośniej niż słowa.”

Zdjęcie najstarszej w Puszczy Kampinoskiej Sosny Królowej Bony. Wbrew nazwie, królowej nie pamięta, ale jest bardzo wyniosła, czyli w języku staropolskim „gonna”.


8° Waga

„Figura przypominająca to, co jest zwane węzłem kochanków. Empatyczna osoba, mająca ogromną zdolność do współodczuwania, wielce uczuciowa, bardzo ufna. Jednakże on lub ona może przejść przez życie niezauważona, z najsubtelniejszymi, ale nieodwzajemnionymi uczuciami swej duszy.”

Węzeł kochanków lub węzeł prawdziwej miłości. Ang. ''true lover's knot''. Splecione dwa serca albo przecinające się dwa pierścienie. Celtycki symbol wiecznej miłości. Spotykany często w formie pięknej biżuterii.


11° Waga

„Pasterz jak z dawnych czasów, pośrodku swego stada, z laską pasterską stojący. Zapowiada osobę o wielkiej roztropności, mającą szczególne upodobanie do wiejskiego życia. Jest to jedyny stopień w tym znaku, który daje pod nim urodzonemu zdolność adaptacji do zwyczajnej egzystencji. Jednocześnie jego posiadacz obdarzony jest sporą mądrością dotyczącą rzeczy tego świata. Niechaj mieszka wśród górskiej scenerii i ma do czynienia z owcami oraz bydłem.”

Takie oto zdjęcie pięknej pasterki Ewy, poszukującej nad Biebrzą rzadkich ptaków.



25° Waga

„Harfa walijska. Równowaga umysłu, spokojne usposobienie, całkowita przewidywalność. Stopień pasywności. Miłośnik tego, co harmonijne we wszystkim.”

Harfa walijska, zwana też potrójną harfą włoską, ma trzy równoległe rzędy strun. Jest znana na Wyspach Brytyjskich od pocz. XVII w. Obecnie gra się na niej muzykę folkową. Oto dawny wirtuoz, John Roberts z Newtown (ok. 1816-1894). Ten cygański muzyk występował przed królową Wiktorią (1819-1901), w zespole ze swoimi siedmioma synami i siostrzeńcem.





30° Waga

„Kruk na kamieniu usiadł. Duża indywidualność. Ponurość. Osoba chciwa, destruktywna lub mściwa; nieprzenikniona. Samotnik. Mizantrop.” 

Piękne zdjęcie ze Sławkowskiego Szczytu (2453 m) w Tatrach. Ten w rzeczywistości mądry i długowieczny ptak pozował z odległości metra przez kilkanaście minut jak supermodelka.


24° Skorpion

„Kobieta na kamieniu nagrobnym siedząca płacze. Ktoś wrażliwy i pełen współczucia. Z powodu śmierci przyjaciół dozna wiele smutku. Woli przebywać po zacienionej aniżeli po słonecznej stronie życia.” 

Jednym z najpiękniejszych pomników na warszawskich Starych Powązkach jest nagrobek Fragetów. To rodzina fabrykantów słynąca przed wojną z produkcji eleganckich sztućców.




1° Wodnik

„Człowiek na rozstajnych drogach. Nie wie, którą ma wybrać. Słaby charakter. Ten, kto przez swe niezdecydowanie nie poczyni postępu w świecie.” 

Ktoś na rozdrożu to niekoniecznie słabeusz. Sam Herakles stanął przed koniecznością wyboru między arete i hedone, czyli pomiędzy cnotą i powinnością a przyjemnościami. Podobnie chrześcijański rycerz Tannhäuser, znany z niemieckich legend i opery Richarda Wagnera, musiał wyrwać się z niewoli rozkoszy w objęciach bogini Wenus (a jakże, we własnej osobie) aby spełnić swą powinność i udać się aż do samego papieża po rozgrzeszenie. Oto Tannhäuser z obrazu austriackiego malarza Gabriela von Maxa (1840-1915) - w zbiorach naszego Muzeum Narodowego.





11° Wodnik

„Wielka rakieta eksploduje w powietrzu nad tłumem. Ktoś szukający chwilowej popularności i ją zyskujący, ale kończy się ona szybko.” 

Rakiety prochowe były znane w Europie już od XIV w, W XVIII w. armia brytyjska używała tzw. rac kongrewskich, od nazwiska ich wynalazcy Williama Congreve (1772-1828). Brytyjczycy stosowali broń rakietową w wojnach napoleońskich i podczas toczącej się w tym samym czasie wojny z USA. Amerykański hymn wspomina o „oślepiającej czerwieni rakiet” w oblężeniu fortu pod Baltimore w 1814 r. Józef Bem (1794-1850) użył rac kongrewskich podczas bitwy pod Ostrołęką w powstaniu listopadowym (1831). Na ilustracji taka całkiem mała, ale groźna rakieta odpalana jest akurat przez oficera carskiego.




5° Ryby

„Czarna kotara zwisająca, a człowiek patrzy na nią z rozpaczą. Otoczenie ponure. Wreszcie zdobywa się on na odwagę by podnieść zasłonę. Wchodzi do ciemnego korytarza, który prowadzi do jasnego światła dnia. Kimkolwiek jesteś mając ten stopień na ascendencie twym, bądź gotów na próby, a nie porzucaj nadziei. Gdyż zanim skończysz czterdzieści lat, twój dzień zaświta. ”

Jest zaiste wstrząsające opowiadanie Henryka Sienkiewicza z „Baśni i legend” o młodzieńcu greckim, który wspinał się na Olimp chcąc dotrzeć do Prawdy. Kiedy dotarł na szczyt, zobaczył postać spowitą w trzy zasłony. Podniósłszy trzecią oślepł od blasku Prawdy i spadł w przepaść. My astrolodzy mamy przywilej zaglądania za mroczną zasłonę przeznaczenia. Musimy przeto bardzo uważać by nie oślepnąć. Jako ilustracja posłuży scena rozdarcia się zasłony w świątyni jerozolimskiej po śmierci Jezusa. Ukazuje się za nią blask Prawdy, a od niego niektórzy ślepną.